środa, 12 października 2016

O dobrej zmianie w szkole na łamach "Naszego Dziennika"


Dzisiaj (12 października) „Nasz Dziennik” publikuje mój głos w sprawie reformy edukacji. Przypominam w nim oczywistą na pozór tezę, że

zmiana programowa powinna tworzyć warunki do pełnego przekazu kultury polskiej jako oryginalnej i bogatej odmiany klasycznego dorobku kulturowego (intelektualnego, moralnego, wytwórczego i religijnego!) Europejczyka.



Oczywiście konkretne rozwiązania zadecydują, co to piękne i niekontrowersyjne zdanie będzie oznaczało w praktyce szkolnej. Sprowadzam swój wywód do trzech postulatów:

po pierwsze: uwzględnienia filozofii w kształceniu humanistycznym licealisty,

po drugie: pielęgnowania (z zaangażowaniem środków publicznych!) polskiego dorobku pedagogicznego (zwłaszcza pedagogiki klasycznej i religijnej) oraz

po trzecie: usuwania ze szkoły postmarksistowskiej ideologizacji antyreligijnej (obraz kultury bez religii).

Moje programowe podpowiedzi streszcza krótkie stwierdzenie:

Intelektualnie uzbrojeni, z charakterem i bez antryreligijnych uprzedzeń – takie były najdzielniejsze pokolenia Polaków. Tak warto również kształtować Polaków przyszłości.

Zapraszam do lektury! "Szkoła tylko z wartościami" Przerywam milczenie na dobre. Te i kolejne zagadnienia w poszerzonej formie będę także wkrótce podejmował, korzystając z tego skromnego notatnika szumnie nazwanego blogiem.

sobota, 26 marca 2016

Zamiast życzeń

Zawiódł się
na wszystkich.
Na nas wszystkich.
Śmiertelnie.
Ale zmartwychwstał.
„Chodźcie,
posilcie się” (J 21,12)
Alleluja!
Pusty grób - ikona współczesna

piątek, 15 stycznia 2016

Radny Brzózka wyrzucony z pracy. Zajmie się tym... premier Szydło

Dnia 13 stycznia br. wypowiedziano mi (radnemu prawicowego Klubu Rodzina i Prawo w mieście Świdniku) pracę w świdnickim starostwie, otwarcie łamiąc oczywiste przepisy. Kilka dni wcześniej poseł Tomasz Rzymkowski (Kukiz’15) złożył w Sejmie interpelację skierowaną do premier Beaty Szydło w sprawie dyskryminacji, której doświadczałem jako pracownik. Rządząca w powiecie koalicja PO-PSL-lewica przez wiele miesięcy uniemożliwiała mi pracę, propagowała pomówienia i zabiegała o moje odejście, mimo braku zgody na to Rady Miasta (uchwała z 28 grudnia 2015 r.).


Link do interpelacji:
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/interpelacja.xsp?documentId=EBEF3FB39EBE8924C1257F33004A14DA

W ostatnich tygodniach z wdzięcznością przyjąłem wsparcie indywidualnych osób i środowisk. W moje obronie stanął Klub Inteligencji Katolickiej w Lubinie oraz Rada Miasta Świdnik. Wywołany przez Zarząd Powiatu konflikt rzetelnie relacjonował już „Nasz Dziennik” oraz media regionalne. Ani prawo, ani głosy opinii publicznej nie powstrzymały władz powiatu przed wyrzuceniem mnie z wykonywanej od 13 lat samorządowej pracy. Jestem zmuszony złożyć w sądzie odwołanie od wypowiedzenia.

W interpelacji poseł Rzymkowski precyzyjnie przywołał okoliczności mojej sprawy. Po wyborach samorządowych w 2014 r. władza w powiecie świdnickim przeszła z rąk prawicy w ręce koalicji PO-PSL-lewica. Ta po kilku miesiącach zlikwidowała moje stanowisko pracy. Przez ponad dziewięć miesięcy nie określono nowego stanowiska ani zakresu czynności. Byłem izolowany od dawnych współpracowników. Wielokrotnie były wywierane na mnie naciski, abym sam zwolnił się z pracy.

Poseł – po zapoznaniu się z relacjami prasowymi, stanowiskiem Rady Miasta Świdnik i moimi wyjaśnieniami – napisał, że właściwym powodem prób pozbawienia mnie z pracy są moje poglądy polityczne, a także sprawowanie mandatu radnego. Jestem wiceprzewodniczącym prawicowego Klubu Rodzina i Prawo w Radzie Miasta. Jako publicysta przez lata otwarcie krytykowałem także w mediach politykę edukacyjną rządu PO-PSL. Byłem też rzecznikiem prasowym poprzedniego Zarządu Powiatu o innym kształcie politycznym. Polityczny motyw dyskryminacji nie jest moim domysłem. Zadeklarował go wprost, w grzecznej formie, starosta Dariusz Kołodziejczyk (PSL).

Rada Miasta, do której powiat zwrócił się o zgodę na zwolnienie, w swojej uchwale potwierdził mój punkt widzenia. Wskazał, że właściwym motywem prób wyrzucenia mnie są moje zapatrywania polityczne i pełniony mandat radnego. Radni odrzucili natomiast jako nieprawdziwy i pozorny zarzut niedostatecznego nadzoru nad szkołami, a co za tym idzie ponoszenia odpowiedzialności za nadmierne naliczenie subwencji oświatowej. W przeciwieństwie do moich przełożonych (m.in. wicestarosty Waldemara Białowąsa z PO) Rada zauważyła fakt, że po przyjęciu funkcji naczelnika Wydziału Edukacji naprawiłem wcześniejsze błędy dotyczące finansowania szkół.

Poseł Rzymkowski, jako pierwszy tak obszernie, przytoczył także katalog działań podejmowanych przez mojego pracodawcę w okresie ostatniego roku, aby skłonić mnie do odejścia. Te wrogie aktywności to m.in. brak określenia stanowiska i zakresu czynności, wielokrotne namawianie do odejścia, ograniczanie dostępu do podstawowej informacji o mojej sytuacji jako pracownika czy coraz głębsze izolowanie od zespołu pracowniczego.


To dobry moment, żeby podziękować wszystkim, z którymi miałem przyjemność wspólnie pracować dla samorządowej wspólnoty Lublina, a następnie Świdnika. Dziękuję i zapewniam, że jest we mnie zbyt wiele energii i odwagi, abym nie był nadal aktywny na rzecz spraw lokalnych. Wyrzucenie mnie z pracy nie może tego zmienić. Obiecuję , że w Radzie Miasta i poprzez inne zaangażowania będę zawsze zabiegał o dobro naszych społeczności.

czwartek, 24 grudnia 2015

Chrystus się nam narodził!

Giotto, Boże Narodzenie

Udali się też z pośpiechem
i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie.
Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym,
co im zostało objawione o tym Dziecięciu.
Łk 2, 16-17

Boże Narodzenie to czas, aby mówić o dobru.
Maleńki Jezus jest wielkim Dobrem dla wszystkich,
choć jeszcze ukrytym, zawiniętym w pieluchę.

Na okres świąteczny życzę wszystkim czytelnikom bloga
doskonałego czasu rozmów wypełnionych dobrem i nadzieją,
doskonałego czasu rozmów pełnych wsparcia w obliczu zła i cierpienia.

Na cały rok 2016 życzę zaś wytrwałości w dobrych przedsięwzięciach
w rodzinach, sąsiedztwie, zakładach pracy.

Radosław Brzózka

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jesteś prawicowy? Zwolnij się, albo cię wyrzucimy!

Teksty o zarządzaniu oświatą z perspektywy dyrektora szkoły powstają. A na razie taka sytuacja...

Dnia 2 grudnia br. świdnickie starostwo (PO-PSL-lewica) skierowało do Rady Miasta Świdnika wniosek o zgodę Rady na rozwiązanie ze mną (radnym Radosławem Brzózką z prawicowego klubu Rodzina i Prawo) stosunku pracy. To dyskryminacja ze względu na przekonania polityczne. Wniosek zawiera pomówienia. Ponadto podejrzewam, że to obecnie doszło w powiatowej oświacie do poważnych nieprawidłowości.

W tej całej przykrej sytuacji najbardziej tracą szkoły w Świdniku, Piaskach i Trawnikach i o nie najmocniej się martwię
Po wyborach samorządowych w 2014 r. władza w powiecie świdnickim przeszła z rąk prawicy w ręce koalicji PO-PSL-lewica. Ta po kilku miesiącach zlikwidowała moje stanowisko pracy. Choć nadal jestem w starostwie, od ośmiu miesięcy nie mam określonego stanowiska ani zakresu czynności. Zostałem odizolowany od dawnych współpracowników. Wielokrotnie były wywierane na mnie naciski, abym sam zwolnił się z pracy.

Właściwym powodem prób pozbawienia mnie z pracy są moje poglądy polityczne, a także sprawowanie mandatu radnego. Jestem wiceprzewodniczącym prawicowego Klubu Rodzina i Prawo w Radzie Miasta. Jako publicysta przez lata otwarcie krytykowałem także w mediach politykę edukacyjną rządu PO-PSL. Byłem też rzecznikiem prasowym poprzedniego Zarządu Powiatu o innym kształcie politycznym. Polityczny motyw dyskryminacji nie jest moim domysłem. Zadeklarował go wprost, w grzecznej formie, starosta Dariusz Kołodziejczyk (PSL). W rozmowie ze mną w kwietniu tego roku skłaniał mnie do tego, abym sam zwolnił się z pracy. Wskazywał, że ciężko mi będzie pełnić  podwójną rolę: urzędnika i polityka. Wyraził przekonanie, że na tej linii może powstać konflikt interesów. W tej chwili te słowa się potwierdzają. Konflikt ze mną o motywacji politycznej wywoływany przez obecny Zarząd Powiatu osiąga apogeum.

W piśmie do Rady Miasta przedstawiciele powiatu zarzucają mi, jako byłemu naczelnikowi Wydziału Edukacji, niedostateczny nadzór nad szkołami, a co za tym idzie odpowiedzialność za nadmierne naliczenie subwencji oświatowej (warto podkreślić, że środki te w całości trafiły do szkół). Po kontroli Urzędu Kontroli Skarbowej świdnickie starostwo ma zwrócić nienależnie pobrane pieniądze.

To pomówienie. Zarząd Powiatu usiłuje przypisać mi odpowiedzialność za nieprawidłowości za lata 2011-2014. Jest tymczasem dokładnie odwrotnie, to ja naprawiłem wcześniejsze błędy. Za nieprawidłowości współodpowiada pan Waldemar Białowąs (PO), a ja doprowadziłem do ich zredukowania. To wicestarosta Białowąs (w latach 2006-2010 członek Zarządu Powiatu) wraz ze skarbnikiem Janem Chabrosem ponosili współodpowiedzialność za ustalanie wysokości i rozliczenie subwencji za rok 2011. Gdy objąłem stanowisko w połowie 2012 roku, zgodnie z oczekiwaniami Zarządu kierowanego przez Mirosław Króla (PiS), podjąłem działania naprawcze, których efekty ilustrują wyniki kontroli: w 2014 roku z pewnymi wyjątkami prawidłowo ustalono dane do naliczania subwencji (usunięto 90 proc. błędów porównując z rokiem 2013).

W tej całej przykrej sytuacji najbardziej tracą szkoły w Świdniku, Piaskach i Trawnikach i o nie najmocniej się martwię. Z dużą dozą prawdopodobieństwa ani wicestarosta Białowąs, ani skarbnik Chabros nie dokonują dostatecznego wglądu w aktualny kształt subwencji oświatowej. Niestety usunięto stanowisko naczelnika i nie ma się tym kto zajmować. Tymczasem, jak pokazały kontrole, ze sprawą tą wiąże się wielka odpowiedzialność. Mam poważne podejrzenia, że w ostatnim roku w starostwie doszło już do nieprawidłowości w tym względzie. Mimo mojej nieunormowanej sytuacji jako pracownika liczyłem dotąd, że zdołam wpłynąć na bieg tych spraw. Dziś zaczynam w to wątpić i rozważam,  czy w związku z moimi podejrzeniami nie podjąć stanowczych kroków prawnych.

Radosław Brzózka pracuje w samorządowej administracji od 2003 r. Do 2007 był zatrudniony w Wydziale Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta Lublin, następnie przeszedł do starostwa w Świdniku. Najpierw był tam rzecznikiem prasowym, a później – w latach 2012-2015 – naczelnikiem Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu. Od lat angażuje się w życie społeczne. Jest radnym Rady Miasta Świdnika, członkiem zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej w Lublinie oraz członkiem Stowarzyszenia Realitas.pl, współpracuje także ze Wspólnotą Świdnicką. Ukończył teologię na KUL, gdzie studiował także filozofię. W roli publicysty współpracuje m.in. z Telewizją Trwam.

czwartek, 26 listopada 2015

Życie to nie testy, czyli oświata w expose

Wybaczcie, ale jeszcze o dużej polityce. Oparty na dobrym fundamencie plan dla oświaty jest jednym z kluczowych elementów strategii narodowego odrodzenia zaprezentowanej przez Beatę Szydło.

Realistyczny fundament

Jak zgodnie orzekli komentatorzy w centrum expose znalazł się rozwój. Z satysfakcją trzeba dodać, że nie jest on przez B. Szydło rozumiany jako bezduszny proces społeczny czy ekonomiczny. Nowy rząd myśli o rozwoju personalistycznie, skoro kładzie tak silny akcent na politykę prorodzinną i pronatalistyczną (nad Wisłą wyłania się wyspa w Europie pogrążonej w odmętach antynatalizmu!)

Fot. Premier.gov.pl

Takie odczytanie programu rządu jest jak najbardziej uzasadnione. Nie tylko dwie pierwsze naturalne inklinacje ludzkiego bytu (do życia i przekazania życia) w nim przywołano. Planowany rozwój ma oprzeć się na uruchomieniu „wielkiej rezerwy”, a jest nią potencjał intelektualny Polaków – czyli ich rozwój osobowy w najzwięźlejszym ujęciu.

Zadaniem państwa jest oczywiście dać tym najważniejszym na świecie sprawom ludzkim podstawy materialne. Właśnie w kontekście rozwoju ekonomicznego pojawia się w expose pierwsze odniesienie do oświaty, konkretnie do szkolnictwa zawodowego. Rozważania te pierwszy raz od wielu lat brzmią wiarygodnie, bo padają na tle wszechstronnego planu ożywienia rodzimej gospodarki. To już nie anonimowe siły „rynku pracy”, ale rozpędzająca się do skoku cywilizacyjnego gospodarka narodowa będzie usensawniać i konkretyzować kształcenie fachowców wielu branż na poziomie średnim i wyższym.

Rodzina i wspólnota lokalna

 
Zanim usłyszeliśmy poświęcony oświacie fragment expose, w centrum uwagi ponownie znalazła się rodzina, a także społeczność lokalna. Domową wspólnotę symbolicznie umieszczono w nazwie ministerstwa. W tym kontekście padła zapowiedź rozbudowy, częściowo bezpłatnej, sieci przedszkoli. Przy tym fragmencie zapalmy jednak nowej ekipie lampkę ostrzegawczą. Takie działanie ma być zawsze odpowiedzią na rzeczywisty popyt na opiekuńczą usługę, nigdy – próbą jego kreowania. Feministycznym demiurgiem w tej materii starała się być J. Kluzik-Rostkowska, poprzednia szefowa MEN, ale wcześniej także minister w rządzie PiS. Podtrzymano także zapowiedź powrotu do szkół gabinetów stomatologicznych i lekarskich.

Najważniejsza jednak była deklaracja powstrzymania, a niekiedy odwrócenia procesu „zwijania państwa” na prowincji. Ma powrócić zainteresowanie rządu m.in. szkołami i bibliotekami w terenie. Charakterystyczne, że na zapowiedź tę zareagował zaniepokojeniem lider PSL W. Kosiniak-Kamysz, przemawiając w imieniu „dobrych gospodarzy” lokalnej Polski z jedynie słusznej na wsi i w powiatach partii.

Strategia renesansu polskości
 
Treści oświatowych akapitów nie przynoszą żadnego zaskoczenia. Nadzieje, które niosły przedwyborcze zapowiedzi, przemieniają się w nich w plan działania. Brzmi on może nawet lepiej niż wcześniejsze obietnice, bo potwierdza się w nim personalistyczny punkt widzenia. Nie jest to wizja reformowania oświaty, ale bardzo już konkretne kroki ku renesansowi kultury polskiej w głowach młodego pokolenia.

W pierwszej kolejności zostaną wysłuchani rodzice. Koniec z branką sześciolatków. Mocny akcent padł też na kwestię nauczycielskiego autorytetu. Rząd zadeklarował, że dokonując zmian, nie chce uderzać ani w nauczycielską powagę, ani w materialne interesy pedagogów. Ich doświadczenie, ich potencjał ma być wykorzystany. Nic nie wskazuje na zwolnienia w szkołach, o które wrzawę podnoszą lewicowe media i organizacje. Zawód nauczyciela ma natomiast zyskać pozycję i godność, służąc sobie właściwemu celowi: dobremu kształceniu i wychowaniu.

Uwiarygodnia takie deklaracje sposób rozumienia przez nowy rząd procesu edukacyjnego, który opisano na tle krytyki testowego systemu sprawdzania wiedzy. Efektem kształcenia ma być znowu realna wiedza i właściwa postawa, silne poczucie tożsamości narodowej i patriotyzm. A skoro do szkoły powracają wysokie wymagania merytoryczne – mądry nauczyciel na nowo staje ze swoją powagą w centrum spraw oświatowych. Czym jest „dobra zmiana” w polskiej polityce pokazują niezwykle silne oklaski, które otrzymała w parlamencie zapowiedź przywrócenia pełnego nauczania historii i klasycznego kanonu lektur.

Na takim tle dopiero można powrócić do tego, od czego zaczyna się zwykle wrzawa medialna. To propozycja zmiany strukturalnej. Kosztem likwidacji gimnazjów ma w niej na nowo poważny kształt przybrać liceum ogólnokształcące (i technikum). Inne organizacyjne zmiany to tzw. likwidacja godzin karcianych czy odbiurokratyzowanie oświaty. Z ust premier Szydło padła zapowiedź środowiskowych uzgodnień i tam właściwe miejsce do zważenia wszystkich za i przeciw (a nie na Facebooku, gdzie „ruch oporu” składający się z czternastolatków werbuje „Gazeta Wyborcza”).

Kultura i media także wychowawcą


Jak już zaznaczyłem, ten pilny plan naprawy polskiej szkoły wpisany jest w szerszą strategię. Może się ona okazać bezlitosna dla rozpasanych w wielu dziedzinach polskiego życia, pochodzących z importu – ideologii. Trzeba je wyrzucić nie tylko ze szkoły, bo kształcenie i wychowanie nie odbywa się w oświatowym rezerwacie. Przygotowuje adeptów dla szkolnictwa wyższego, dla służącego prawdzie, autonomicznego może znów wkrótce uniwersytetu. Swoją misję szkoła prowadzi w otoczeniu zjawisk kultury i przekazów medialnych, do których – jak wynika z ekspose – ma szansę wrócić duma i prawda.

Warto o ten wielki projekt zatroszczyć się na wiele sposobów. Oby były wysłuchane wszystkie dobre rady, pozwalające uniknąć błędów. Trzeba też go osłonić przed już szturmującymi obrońcami „nowoczesności”. Oby polska szkoła dała radę.

wtorek, 17 listopada 2015

MEN. Lekcja 1. Temat: Autorytet

Bardziej niż wszelkie zmiany struktur, a nawet programów edukacyjnych – potrzebne jest polskiej szkole odrodzenie autorytetu nauczyciela. Sprawie tej wiele może pomóc nowy minister edukacji. Pod jednym wszakże warunkiem: że sam będzie autorytetem.
Fot. Eliza Radzikowska-Białobrzewska/KPRP

Witając z nadzieją panią minister Annę Zalewską zerkam na jej postać właśnie pod tym kątem. Jej biografia wskazuje, że zna realia pracy w szkole. Dla uczącej języka polskiego i pełniącej rolę wicedyrektora szkoły osoby „lekcja”, „temat”, a także rada pedagogiczna i jej dokumenty, problemy wychowawcze, przygotowania do ważnych sprawdzianów, olimpiady czy prowadzenie koła zainteresowań – to chleb powszedni.

Były wicestarosta świdnicki zna także realia zarządzania oświatą w samorządzie. Hasła „rekrutacja do szkół w warunkach niżu demograficznego”, „subwencja powiatu”, itp. także powinny więc brzmieć znajomo. Najbardziej przydatne dla „technicznej” strony pracy w ministerstwie będzie na pewno doświadczenie z prac legislacyjnych w sejmowej komisji zajmującej się edukacją.

Czy to dobry fundament pod autorytet ministra? Oczekujemy od niego uzasadnionej i sprawdzonej przez życie wiedzy. Streszczone powyżej doświadczenie życiowe Anny Zalewskiej nie sytuuje jej na pewno w arcyelitarnym gronie ekspertów w zakresie edukacji. Także jej doświadczenie polityczne nie predestynuje jej w sposób oczywisty do pierwszoplanowych ról.

Nauczycielski punkt widzenia może, ale nie musi jej pomóc w sytuacji, gdy już nie może być koleżanką z rady pedagogicznej. Musi przecież spojrzeć na swoje nowe zadanie z perspektywy odpowiedzialności w skali kraju za wielkie dobro, któremu na imię „uczenie się” i „nauczanie”, ale także z perspektywy odpowiedzialności za skomplikowaną grę interesów, które kłębią się wokół polskiej szkoły.

Możemy zatem stwierdzić, że energiczna, radząca sobie w mediach parlamentarzystka musi dopiero zbudować swój autorytet w oczach nauczycieli, rodziców i uczniów. To, że nie rozpoczyna od naturalnego „urzędowego” autorytetu (który w Polsce niesie ze sobą choćby tytuł profesorski) nie znaczy, że nie może go wypracować w toku urzędowania.

Zadanie to niełatwe. Każda osoba podejmująca się kierowania MEN ma bowiem na stracie niechęć mediów, które są nie tylko antypisowskie, ale także antyautorytetowe.  Namaszczony przez Kaczyńskiego szef oświaty będzie też a priori wrogo postrzegany przez niemałą części środowiska edukacyjnego.

To, czy pani minister urośnie do roli autorytetu, zależy jak się wydaje od dwóch rzeczy. Pierwszą z nich są drzemiące w obejmującym urząd polityku PiS pokłady własnej osobowości: talenty i siła charakteru.

Drugim katalizatorem autorytetu będzie posiadana i realizowana w nowej roli formacja ideowa Anny Zalewskiej. Czy jej prawdziwym oblicze stanowią odważne wypowiedzi w tematyce bioetycznej wygłaszane w poprzedniej kadencji sejmu? Czy dobrze odgadujemy szlachetny nonkonformizm, gdy śmiało rozróżniania między kulturą a prowokacją i bluźnierstwem (casus „Golgota picnic”)? Czy więcej mówi o niej raczej dokonany przed laty akces do partii lewicowego salonu – Unii Wolności?

Stawiając szczere pytania życzę pani minister i Polsce, aby stała się na długie lata autorytetem. Aby niezłomnie świadczyła swoją postawą o znaczeniu rzetelnego wykształcenia i formowania charakteru. Aby potwierdziła to prawymi i sprawiedliwymi strategiami i prawami dla polskiej edukacji. Niech starczy jej w tym determinacji, nawet jeśli przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę z racji ataków ośrodków demoralizacji i tych, którzy dadzą im posłuch.

Być może przy deficycie autorytetu w edukacji na odsiecz polskiej szkole będą musiały ruszyć mistrzowskie postaci spoza budynku za Szucha. Poważnie pokierowana oświata może zapewne liczyć na protektorat pana prezydenta, indywidualny i zbiorowy autorytet powag naukowych czy tych wywodzących się ze świata twórców.

To konieczne, aby po rządach centroprawicy w Polsce nie powtórzył się wariant hiszpański. Tam zaniedbanie troski o ideowy kształt świata nauki i edukacji przygotowało grunt pod rządy jednego z czołowych niszczycieli cywilizacji europejskiej – José Zapatero. Hiszpański premier zubożył szkołę, rugując z niej religię. Nowe rządy w Polsce niech nie przeszkadzają (lekarskie primum non nocere!) rozwijać się pełnej kulturze. Niech zamkną drzwi za starymi i nowymi marksistami.