piątek, 17 kwietnia 2015

Joanna i balon

Skąpiąc na oświatę rząd okaże się... sprawiedliwy, za zło karzący.

W sobotę na ulicach Warszawy nauczyciele. Niestety pod sztandarem ZNP. Gdy napisałem kiedyś w „Naszym Dzienniku” – „ZNP musi odejść” wrażenie tego środowiska było na tyle duże, że zacytowano mnie w całości na stronach internetowych urbanowskiego „Nie”.

Zamierzam się jednak trzymać zasad dyskutowania, których uczono mnie na uniwersytecie: nieważne kto mówi, gdzie mówi, nawet jak mówi. Najważniejsze, co mówi. Co chcą powiedzieć 18 kwietnia nauczyciele? Wato też zastanowić się, czego w medialnym krzyku z okazji ich manifestacji nikt nie powie.

„Głos Nauczycielski” pisze krótko: „Joanna robi nas w balona”. Czują się niepoważnie traktowani. Podejrzewają, że konflikt ministerstwo – nauczycielskie związki jest celowo nakręcany. Rodzi się filozoficzne pytanie: dlaczego? Przecież nauczyciele (no, nie wszyscy) to elektorat Platformy i jej przyszłego koalicjanta SLD, a wybory wkrótce, i to dubeltowe...

 fot. Sylwia Bartyzel, Unsplash

Odpowiedź kryje się w krótkim (też filozoficznym) słowie „cel”. Celem polskiej oświaty od dwudziestu pięciu lat jest reforma (ostatnio wszędzie pełno „zarządzania zmianą”). Mody intelektualne i majstrowanie przy strukturze szkolnictwa nie stanowią oczywiście prawdziwego celu oświaty. Gdy te utopie obnażymy z frazesów, naszym oczom ukażą się dwie rzeczy: szablon dwunoga (model ucznia) i machina do jego wytłaczania (system szkolnictwa). I to, czy na szablonie wypatrzymy hasło „wolność i kreatywność” czy „kapitał ludzki” niewiele zmienia. Sześciolatek w szkole, nowa podstawa programowa (redukująca historię, fizykę, chemię), podwyżki za milczenie nauczycieli (przed kilkoma laty) – oto niedawne tytuły płatności. Takie wydatki nie zbliżają nas, lecz oddalają od rozumnego celu edukacji.

Ideologiczne „cele” polityki edukacyjnej zamykają możliwość dialogu pomiędzy tymi, którym zależy na edukacji. Nie ma szczerej rozmowy z rodzicami sześciolatków. Brak odwagi, by usiąść do rozważań o pracy i płacy nauczyciela. Świadomie zrywa się kontakt ze stroną kościelną w sprawie edukacji. Forsując „cele” reform politycy odcinają się od szkoły, rodziny, Kościoła.

Brak nawet próby wspólnego spojrzenia w tym samym kierunku musi kosztować. Nienapisanie nowej Karty nauczyciela, zdwajanie liczby pierwszoklasistów, tłoczenie „neutralności światopoglądowej” – skutkuje konkretnymi wydatkami.

Wracając do Joanny i balona, ale zostając przy celach, tym razem krótkoterminowych... Obecnej atmosfery wokół nauczycielstwa nie wyjaśniają wystarczająco „cele” ideologiczne. Nie wyjaśnia jej też brak prawdziwych celów dla polskiej oświaty (które zjednoczyłyby rodziców, nauczycieli, polityków!). Wyjaśnia ją anty-cel: nie jednoczyć, ale dzielić, aby kontrolować (divide et impera). Rządzący potrzebują wroga, który zjednoczy wokół nich pospólstwo. PiS, kibole, narodowcy, księża-pedofile... teraz przyszła pora na nauczycieli. To ta grupa, która najmniej pracuje, dobrze zarabia i nie zna się na komputerach. Jeszcze im mało?

Skąpiąc na oświatę rząd okaże się... sprawiedliwy, za zło karzący. To może pociągnąć wyborców. Za ich płace (często minimalną) winę ponoszą rozbestwieni nauczyciele. A ci ostatni przecież i tak zagłosują na „europejskich” polityków...

Zatrzymajmy się jednak raz jeszcze przy oświatowych funduszach. Pochłaniają je od lat ideologiczne „cele”. Zwiększone nakłady na edukację – sugeruje ministerstwo i media – byłyby tylko wzrostem kosztu Karty nauczyciela, nauczyciela który wśród reform zbyt często zagubił cel swojej pracy – dodam od siebie.

Wszyscy działamy, aby osiągnąć cel. To właśnie brak rozumnego celu w polskiej oświacie jest przyczyną niedoinwestowania i niegospodarności w naszej edukacji. Gdyby miała właściwy cel, chętnie zaangażowalibyśmy dla niej pieniądze (najszlachetniejsi także osobistą ofiarność). Oświata stałaby się z łatwością priorytetem narodowej strategii.

Jaki są te prawdziwe cele? To prowadzenie młodych do pełni osobowego rozwoju i ku wieczności. To relacja mistrz-uczeń, w której przekazuje się kulturę, czyli to, co prawdziwie ludzkie. Relacja, w której nie zapomina się o tym, że cel ludzkiego życia przekracza doczesność.

Gdyby połączyły nas takie dążenia, dość sprawnie napisalibyśmy nową Kartę nauczyciela. Przekonalibyśmy sąsiadów, że warto zrezygnować z obfitości kostki brukowej na rzecz „młodzieży chowania”.  Oparty na takich dążeniach plan rozwoju oświaty mógłby być zaczątkiem konstytucji odradzającej się Rzeczpospolitej. Wysokie „C”? Tak, z etiudy Chopina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz