wtorek, 5 maja 2015

O wyższości Karty nauczyciela nad legitymacją prasową

Protesty nauczycieli za nami. Teraz w centrum uwagi są maturzyści. Egzamin dojrzałości to niegdyś synonim osiągnięcia poważnego, nie dla wszystkich dostępnego statusu intelektualnego i społecznego. Niegdyś... W czasach,  gdy otwierający drogę do tego statusu nauczyciel był autorytetem niemal „z urzędu”.

Kiedy dojrzałość znów będzie w cenie?

Tak było w czasach najlepszych dla polskiej kultury. Czasach, które rozstrzelano w Katyniu, które bestialsko zamordowano w Auschwitz, które dobijało w mordach sądowych Ministerstwo Bezpieczeństwo Publicznego.

Potem były czasy, w których wdowa po Witoldzie Pileckim nie mogła pracować w swoim nauczycielskim zawodzie. Dziś rozmawiam z przedszkolankami, które mają ogarniać dwudziestkę piątkę maluszków z sześćdziesięcioma sześcioma latami na karku...

Dlatego, mimo samorządowego doświadczenia, nie ulegam szantażowi Kartą nauczyciela. Jeszcze raz podpisuję się pod każdym z apeli o poważne potraktowanie nauczycielskiego zawodu. Nie rozwodząc się długo, chcę pójść w poprzek wyważonej debaty i medialnej „dyskusji” pisząc tłustym drukiem: Nowa karta nauczyciela powinna bardziej, a nie mniej uprzywilejować w społeczeństwie to powołanie – materialnie i moralnie.

Odwagi do takiego postawienia sprawy dodaje mi pedagog-mędrzec o. Jacek Woroniecki umieszczający nauczycielskie zajęcie jako „drugie zaraz po kapłańskim a przed żołnierskim i urzędniczym”.

Podobnie jak czytelnicy „Naszego Dziennika” także zerkający obecnie na bloga mogą zareagować oburzeniem. Teoria piękna, ale gdzie te autorytety...

Teraz wychodzę więc naprzeciw czytającym mnie nie-nauczycielom. Uważam, że pisząc nową konstytucję polskiego ciała pedagogicznego trzeba postawić pedagogom konkretne i nielekkie warunki wstępne.

Po pierwsze, aby uwolnili swoją branżę z panoszących się w niej ideologii. A nie będzie to bezbolesna (i pusta) deklaracja, ale twardy koniec dorabiania na „reformach”, byciu „edukatorem”, „ekspertem”, „mentorem” przytulonym wygodnie do rządowej czy pozarządowej agendy rozdającej ekstrapieniądze i inne miłe wyróżnienia.

Uwalniając się od postępowych utopii trzeba natomiast pracę nauczyciela na nowo uzależnić od moralności (bo  w dziesięciu przykazaniach więcej mądrości wychowawczej, niż w większości modnych nurtów pedagogiki) i nauki (prawdy  o tym, czego nauczyciel uczy, nie zaś od technobajerów i metodycznego efekciarstwa, którymi można podlizać się niewybrednym gustom młodych). Stąd – po drugie – koniec z wzajemnym podsyłaniem sobie uczniów na korepetycje. Z powrotem zacznijmy uczyć w... szkole.

Gdy dobry przykład nie tylko dla uczniów, ale dla całej Polski zacznie z mocą błyszczeć z pokojów nauczycielskich trzeba usankcjonować nie tylko materialną, ale i moralną pozycję pedagoga. Czy za ubliżanie mu nie należałoby zabierać mandatów poselskich i legitymacji prasowych, czy rozwiązać te rzeczy nieco inaczej – to kwestia do dalszej dyskusji.

To także najprostsza droga do przywrócenia powagi maturze. Jeśli nauczyciel będzie na niej znów mistrzem egzaminującym uczniów, a nie funkcjonariuszem okręgowej komisji egzaminacyjnej, sprawy wrócą na dobre tory. Absolwenci znów będą chlubą licealnych profesorów i obiecującymi adeptami dla profesorów uniwersyteckich. Dojrzałość znów będzie w cenie.

https://www.facebook.com/brzozkaradoslaw
Osoby, którym spodobał się ten wpis zachęcam do polubienia strony
Radosław Brzózka



Kolejny specjalny post już 8 maja. Zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz