wtorek, 16 czerwca 2015

Nadzieje dla oświaty

Zwycięstwo wyborcze Andrzeja Dudy zostało przyjęte przez niemałą część społeczeństwa jako nowe otwarcie, nadzieja na odbudowanie autorytetu klasy politycznej i etosu polityka – jak to sformułował w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” prof. Jan Duda. Ów autorytet i etos nie istnieją zaś bez szczerze podjętej roztropnej troski o Ojczyznę. Poza wymiarem symbolicznym ta troska wcielać się musi w konkretne sektory i branże współtworzące naród. Pierwszy sygnał prezydenta-elekta otrzymał już świat nauki: „jako Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej dołożę wszelkich starań, by świeciła Ona również blaskiem swoich uczelni i instytucji naukowych”. Warto zatem rozważyć, jakie nadzieje budzić może zmiana na urzędzie prezydenckim dla środowiska oświatowego.

Rodzina – „mocny filar polskiego domu”

Pewne przesłanki w tym względzie przynosi „Umowa programowa”, którą zaproponował wyborcom kandydat na prezydenta. Nie jest bez znaczenia fakt, że zagadnienia oświatowe odnajdujemy w dziale „Rodzina”, jednym z czterech „mocnych filarów polskiego domu”. Funkcjonariusze i ideolodzy pochyleni nad systemem oświaty w Polsce wiele zrobili, zwłaszcza w ostatnich latach, żeby pierwszorzędnym kontekstem dla edukacji była albo rynkowa użyteczność „kapitału ludzkiego”, albo „wyzwalanie” młodego człowieka z opresji, jaką wnoszą rzekomo w jego życie tradycyjne instytucje m.in. rodzina i Kościół.

 „Prawo rodziców do decydowania o edukacji swoich dzieci”

Ta najnaturalniejsza w świecie rzecz, wpisana przecież wprost do polskiej konstytucji (!), obecna w programie Dudy to źródło szczególnej nadziei dla polskiej oświaty. Symboliczny spór o „brankę” sześciolatków, w który włączył się już Andrzej Duda spotykając się z z prof. Davidem Whitebreadem, nie wyczerpuje przecież zagadnienia. Reforma programowa polskiej szkoły (m.in. zrywająca z tradycją solidnego polskiego kształcenia ogólnego) i niemała część centralnej polityki oświatowej z ostatnich lat dokumentują ogrom działań idących w poprzek prawa rodziców do decydowania o edukacji swoich dzieci.

Jakie nadzieje budzić może zmiana na urzędzie prezydenckim dla środowiska oświatowego?

Powszechnie znany jest antyrodzinne ostrze konwencji przemocowej forsowanej przez polityków PO. Doskonałym przykładem zaaplikowania tego nastawienia w sferze oświaty jest propagowany usilnie przez Ośrodek Rozwoju Edukacji (podległy bezpośrednio MEN) „Zakładki. Podręcznik o przeciwdziałaniu mowie nienawiści w sieci poprzez edukację o prawach człowieka”. Znajdziemy w nim m.in. instruktarz dla nastolatków, jak taktownie kontaktować się przez Internet z siedemdziesięciodwuletnim gejem Ricardo. Uczestnicy kolejnej lekcji „klasyfikują różne przykłady homofobicznej mowy nienawiści od najmniej do najbardziej nienawistnej” i uczą się tropić rzekome „stereotypy i uprzedzenia”, które znaleźć można przecież nie tylko na kartach Pisma Świętego, ale także w polskiej konstytucji (gdy mówi o powadze małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety).

 „Poparcie zmian w edukacji przywracających 8-klasową szkołę podstawową i 4-letnie liceum”

Na to sformułowanie firmowane przez prezydenta-elekta chcę spojrzeć oczyma nauczycieli, którzy na pewno nie marzą o kolejnej wielkiej strukturalnej reformie szkolnictwa. Jestem jednak przekonany, że odwołanie się do skojarzenia z dawnym czteroletnim liceum miało w Polakach obudzić nadzieję na nawiązanie zerwanej nici dobrych tradycji polskiej szkoły i reanimowanie jej wymiaru programowego. W ostatnich latach liceum ogólnokształcące (niegdyś oferujące solidne kształcenie przedmaturalne) definitywnie już zmieniono w dwuipółletni kurs przygotowawczy na studia. Nauczyciele dość zgodnie twierdzą, że w tym przypadku ideologia „reformatorów” definitywnie zaszkodziła kształceniu ogólnemu.

Tyle że ani w tej, ani w żadnej innej sprawie politycy nie chcą ich słuchać. Kwiecień i maj był czasem manifestacji oświatowych związków zawodowych. Potwierdziły one tylko brak dialogu na linii rząd-pedagodzy i były okazją do ataków na nauczycielstwo ze strony mediów głównego nurtu. Dlatego na pierwszy plan środowisko oświatowe (obok zwiększenia nakładów na oświatę) wysuwa postulat poszanowania zawodu nauczyciela. Andrzej Duda w ankiecie dla ZNP zadeklarował, że jako prezydent będzie zabiegał o podniesienie rangi, znaczenia i pozycji zawodowej nauczycieli, że będzie prezydentem dialogu społecznego.

„Likwidacja systemu testowego”

Mimo uspokajających wieści o wysokiej pozycji polskiej edukacji w międzynarodowych rankingach jakość nauczania raczej spada. Niezawodnie diagnozuje taki stan rzeczy środowisko akademickie, które chcąc nie chcąc ma do czynienia z efektami „nowatorstwa” programowego w szkolnictwie. Wisienką na torcie jest system egzaminów zewnętrznych obowiązujący na wszystkich etapach edukacji. Dominacja testów sprowadza bowiem zbyt wiele spraw w nauczaniu szkolnym do rangi teleturnieju. Z tą różnicą, że „jurorzy” z okręgowych komisji egzaminacyjnych tak dostrajają zasady gry, aby zwycięstwo było łatwo dostępne niemal dla każdego. Postulujący w swoim programie likwidację systemu testowego dr Duda daje nadzieję, że oświacie na nowo będzie bliżej do powagi nauki niż błazenady show-biznesu.

Najnowsze przykłady z obecnej polityki oświatowej pokazują, że to właśnie w zabawianiu uczniów i schlebianiu ich gustom pokładają nadzieje urzędnicy z MEN. „Wielu nauczycieli ma dystans do nowych technologii” – grzmi minister Kluzik-Rostkowska. Tymczasem pilotaż projektu „Cyfrowa szkoła” wykazał, że zakupienie uczniom kosztownych elektronicznych zabawek nie wpływa w żaden sposób na osiągane przez nich wyniki edukacyjne. Tymczasem do ORE ściągani są redaktorzy kolorowych czasopism (m.in. niesławnej „Dziewczyny”), aby przeredagowali zawartość opracowywanych w pośpiechu e-podręczników. ORE dostał od podwykonawców treści elektronicznych pomocy naukowych, ale fachowcy z show-biznesu pracują obecnie nad tym, aby były one zrozumiałe dla uczniów (por. A. Grabek, Rząd nie zdąży z e-podręcznikiem, „Rzeczpospolita” z 2.06.2015).

Przywrócenie praw rodziców, rangi nauczycielskiego zawodu i powrót do pochwały mądrości – takie nadzieje odnajduję w postawie prezydenta-elekta wobec edukacji. W niemałej mierze poprzez naprawę oświaty i wychowania wiedzie droga do realizacji chwytającego za serce hasła: Przyszłość ma na imię Polska. A ponieważ ludzkie nadzieje zawsze bywają zawodne, nauczyciele już wkrótce, w pierwszych dniach lipca, wszystkie te sprawy zawierzą Królowej Polski na swojej dorocznej pielgrzymce na Jasną Górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz