piątek, 10 lipca 2015

Dwa sejmy, śledź i metafizyka

Prasoznawcy twierdzą, że dwutygodniki się u nas nie przyjęły, bo kto by tam pamiętał w Polsce, czy to jest ten tydzień z moją gazetą w kiosku, czy ten bez gazety. Facebook i tym podobne wynalazki sprawiają, że o blogu Brzózki pamiętać nie trzeba, sam się przypomni w stosownym czasie, czyli właśnie co dwa tygodnie.

Fot. Alejandro Escamilla


Nieco narcystyczna nazwa bloga jest tymczasową ucieczką od ostatecznej deklaracji o czym tu będzie mowa. Na razie dominuje perspektywa „szkolna”. Bez moich specjalnych starań lata temu przypadła mi rola komentatora polityki edukacyjnej kolejnych rządów. Począwszy od Handkego nie odpuściłem chyba żadnemu ministrowi edukacji, a w retrospekcjach cofnąłem się i do Samosonowicza, i do KEN, i do greckiej paidei.

Każde „dziełko” powstaje z jakiegoś braku... Komentuję politykę oświatową demoliberalnych rządów z perspektywy zdroworozsądkowego patrzenia na dziecko, rodzinę i szkołę. Nie ukrywam, że jest to zdrowy rozsądek umocniony nauką św. Tomasza z Akwinu i o. Jacka Woronieckiego. Nie ma wiele takich głosów. Może dobrze, że zdolniejsi ode mnie nie marnują talentu na roztrząsanie czegoś, czego w zdrowo poukładanym społeczeństwie i państwie powinno być jak najmniej. Bo edukacja to dziedzina życia społecznego, a nie politycznego (idąc za sposobem oddzielania tych rzeczy zaproponowanym przez Feliksa Konecznego:

„Osobny sejm do spraw społecznych i osobny do politycznych. Da się to osiągnąć bez rozciągania parlamentu w ten prosty sposób, że oba rodzaje samorządów uwieńczone być mają sejmowaniem, lecz każdy sejmem osobnym. Z samorządów zawodowych niechaj się wyłania sejm społeczny, z terytorialnych ziemski”).

Staram się nie wchodzić (przynajmniej zbyt głęboko) na terytorium krainy Pedagogika. Stawiam się w roli „użytkownika” szlachetnej pracy nauczycieli i wychowawców, a także ich akademickich mentorów. Za to całkowicie u siebie jestem w środowisku rodzinnym, w oddolnej organizacji i w samorządzie lokalnym. Z „wysokości” tego stanowiska nie waham się pouczać, a nawet gromić ministrów i ich pomocników. A że partyjno-ideologiczna polityka sięga nie tylko do szkoły, ale wdziera się także do domów – temat zagrożenia, ale i wsparcia dla rodziny na blogu Brzózki pojawi się nie raz.

Na tym się jednak tematy do pisania (do rozmów, do Spotkania) się nie kończą: „Jest jeszcze śledź w śmietanie, metafizyczne danie” najsłuszniej śpiewał Młynarski. Od mórz i oceanów (pani w rybnym rekomenduje mi zawsze dorsza dalekomorskiego) blisko zaś do rozmaitości cywilizacji. A w każdej z nich ta sama tajemnica człowieka, którą wyjaśnia wspomniana metafizyka. Czyli zdarzyć się może na tym blogu filozofia. Oby to była ona, a nie jej fałszerka: przemądrzała gadka.

Nie obiecuję zatem, że uniknę wszystkich trudnych słów. Ale szczerze się przyznaję, że uwielbiam „marnować czas” z ludźmi, a że Internet w tym pomaga – dlatego tutaj jestem. Na blogu Radosława Brzózki: wroga samotności, dobrego znajomego (nie tylko intelektualnej) przygody.