czwartek, 13 sierpnia 2015

Niż, wyż i burza (w szkole wielkomiejskiej)

Za dwa tygodnie Jaś pójdzie do szkoły. Ma sześć lat, ale nie miał tyle szczęścia co Staś, który uzyskał w poradni psychologiczno-pedagogicznej odroczenie przymusu szkolnego. Więc pójdzie, choć mama widzi gołym okiem, że przydałoby mu się jeszcze z rok bezszkolnego dzieciństwa.

Tata rzucał kapciem (ciapem, pantoflem – niepotrzebne skreślić) w telewizor, ile razy zobaczył w nim panią Kluzik-Rostkowską, ale to jak widać nic nie pomogło. Nie pomogło też zbieranie podpisów z Elbanowskimi. I nawet jeśli 6 września będą pytać rodziców o zdanie nt. sześciolatków w referendum, to Jaś już będzie w tym czasie skoszarowany w rejonowej szkole.

Chłopiec będzie już siedział w tym molochu bez duszy na osiedlu. Mama próbowała zapisać Jasia do szkoły, w której zna paru normalnych wierzących nauczycieli z powołania. Nic z tego. Półtora rocznika to nie jeden. – Żadnych indywidualnych marudzeń, gdy maszyna systemu oświaty pracuje pełną parą, do rejonu marsz! – wyczytał tata w rozporządzeniu do ustawy. Ustawę o oświacie skończył czytać na trzydziestej stronie, z wyrzutami sumienia, że może na tej ostatniej dwusetnej znalazłby jakiś ratunek dla swojego dziecka...

Nie będę pisał sagi o Jasiu, choć w trzecim tomie mogłoby się zrobić pikantnie, gdy chłopiec pójdzie pierwszy raz na lekcję seksedukacji realizowaną według porad metodycznych pani minister Kulizik-Rostkowskiej.

Czwarty tom mógłby być z intelektualno-politycznym dreszczykiem: Janek pokłócił się już ze swoim nauczycielem o teorię ewolucji i dotknął do żywego historyka przeprowadzając analogię między rewolucją francuską, a bolszewicką i seksualną roku 68. Ostatecznie nagrabił sobie pisząc w wypracowaniu z polskiego pochwałę barokowej literatury kontrreformacyjnej. Pani profesor postawiła mu pałę i wygłosiła kąśliwą uwagę. Załamany Janek poprosił co prawda znajomych na Uniwersytecie, którzy podsunęli jego pracę wykładowcom akademickim. Ci dali mu czwórkę. Tymczasem jednak trzeba zdać maturę...

Za dwa tygodnie w dużych miastach na młodych osiedlach na szkolnym korytarzu będzie nieciekawie. Nie mówię tu już o potrzebach rozwojowych dzieci, nawet o subtelnościach szkolnego wyposażenia. Jednak elementarna sprawa w państwowym zarządzaniu to zapanować nad masowymi potrzebami publicznymi. Tymczasem rząd poprzez reformę obowiązku szkolnego i jednoczesną reformę przedszkoli doprowadził do rozregulowania systemu edukacji.

Oświata zarządzana przez PO wbrew rodzicom stała się swoistą krainą paradoksów. To paradoks władzy, która stwarza problemy, choć powinna je rozwiązywać.

Oto bowiem zamiast wesprzeć szkoły w przyjęciu wyżowych roczników do podstawówek – rząd dodatkowo wpycha do nich sześciolatki. W tym samym czasie dociska przedszkola, aby przyjęły czterolatki – co skutkuje przepełnieniem szkolnych zerówek.

Wyż czy niż? Zamiast wesprzeć szkoły w przyjęciu wyżowych roczników do podstawówek – rząd dodatkowo wpycha do nich sześciolatki. Fot. Garrett Carroll
Tym sposobem po ośmiu latach nierozwiązanego problemu szkół pustoszejących z powodu niżu demograficznego – rząd sam stworzył drugi problem: problem szkół przepełnionych. Gdy dzieci ze wsi jadą długie kilometry po naukę, mijając puste budynki po szkołach – małe dzieci w mieście będą uczyć się na drugą zmianę, zabraknie być może dla nich stołówki czy sali gimnastycznej.
Ktoś powie, że to problemy tylko wybranych szkół. A poza tym szkoły jakoś sobie poradzą, sytuacja jest wyjątkowa i już się nie powtórzy. A ja odpowiem: Dobrze, ale w imię jakiego dobra te szkoły będą przeżywać turbulencje, a giętkość szkolnych dyrektorów (którzy już dawno, dawno temu zwątpili w autorytet prawa) będzie po raz setny wystawiona na próbę? Tym dobrem jest zmiana – odpowiedzą mi reformatorzy. A to oznacza, że mamy stale doświadczać niepowtarzalnych, wyjątkowych sytuacji. Chodzi po prostu o permanentną legislacyjną rewolucję, tak aby na zdrowy rozsądek i uczciwą pracę z młodym pokoleniem był jak najmniej czasu.

Tymczasem tak na chłopski rozum edukacja jest ogniwem łączącym silną liczną rodzinę z rozwijającym się gospodarczo i kulturalnie krajem. Tylko uzdrawiając cały ten łańcuch możemy odbudować polską oświatę.

Czy kiedyś jeszcze polska szkoła będzie bezpiecznym dachem, pod którym młode pokolenie schroni się przez dziejowym niżem i wyżem, a także polityczną burzą? A także przed gradem impulsów z ekranów komputerów, tabletów i telefonów? Miejscem, gdzie chwyci za książkę...

https://www.facebook.com/brzozkaradoslawOsoby, którym spodobał się ten wpis zachęcam do polubienia strony
Radosław Brzózka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz