piątek, 7 sierpnia 2015

Prawdziwie życiowe wychowanie

W poprzednim wpisie zarzekałem się, że o pedagogicznych sprawach to ja się raczej nie śmiem wymądrzać. Trzeba jednak grzecznie przeprosić i przyznać się: dziś będzie wyjątek.

Mamy bowiem oto wakacje w pełnej krasie, a moje skojarzenie wakacyjne numer jeden to nieodmiennie: oaza, letnia akcja (i formacja) Ruchu Światło-Życie (zwanego też przez mojego kolegę Mirka Ruchem „Światłość i Ciemność”. Rozbieżność między tymi dwoma nazwami świetnie zapewne oddaje kontrast między deklarowanymi ideałami i słabościami ich wykonawców).

Fos-Dzoe, Światło-Życie - starochrześcijański symbol przyjęty za własny przez ruch oazowy
 
Najlepsze wspomnienia, które są inspiracją do dzisiejszego wpisu, dotyczą przede wszystkim wspaniałych osób. Wychowawcy, gorliwi kapłani, starsi koledzy i koleżanki w których byłem zapatrzony ja i moi rówieśnicy „zaludniali” najbardziej brzemienny wychowawczo okres życia piszącego te słowa. Ich talenty i zabawne wady, ale przede wszystkim wspólne ewangeliczne spojrzenie na świat (uwaga, teraz będzie wzniośle) urabiały we mnie człowieka.

Przypomnijmy: oaza wakacyjna to rekolekcje, najczęściej piętnastodniowe. Dzieci, młodzież i rodziny (ale także dorośli, w tym klerycy i księża) – każda z tych grup osobno (młodzież w najważniejszych punktach programu, drżyjcie feministki i dżenderowcy, niekoedukacyjnie!) – odbywają ćwiczenia duchowe tzw. „metodą przeżyciową”.

Członkowie Ruchu Światło-Życie uczestniczą w nich na ogół w każde wakacje. Czasem, jak Brzózkowie w tym roku, korzystają w tym celu z ferii lub weekendu majowego. Skoro letni wyjazd mnie w tym roku ominął pozostaje mi jedynie się nieco powymądrzać.

Skarbem oazowej formacji jest ulokowanie modlitewnych i wychowawczych doświadczeń w najpiękniejszych zakątkach Polski. Wybrzeża jezior Suwalszczyzny (Augustów!) i tatrzańskie wioski Gliczarów Górny i Stasikówka stanowiły dla mnie i przyjaciół mojej młodości scenerię duchowych zmagań. Program formacyjny, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, przewiduje świadomie przeżywane spotkania z naturą, a przez nią z jej Stwórcą. Światło, woda, góra i mnóstwo innych naturalnych zjawisk to także zestaw kluczy do biblijnych obrazów Zbawienia. Rzecz nabiera nowego aktualności względem pokolenia patrzącego na świat za pośrednictwem smartfonu...

Jestem głęboko przekonany, że owa „metoda przeżyciowa” jest wielkim skarbem wychowawczym Polski. Choć ma jedną wadę: mylącą nazwę.

Nabieranie praktycznych sprawności (w tym sprawności moralnych – cnót) i dowartościowanie wychowawczej roli starszych kolegów i koleżanek – toż to harcerstwo. Ks. Blachnicki znający polski skauting doskonale wysunął na czoło swojej pracy wychowawczej zagadnienia religijne, a przed ludzkimi sprawnościami postawił boskie cnoty. Jak widać z tego opisu nic tu „przeżyciowego” w sensie postawienia na uczucia, ckliwość, sentymenty. Wychowanie oazowe jest (w założeniu przynajmniej) nie tyle „przeżyciowe”, co życiowe. To życie chrześcijańskie w praktyce: praktyczne ćwiczenia rekolekcyjne w wakacje („oaza”) i praktyczne życie religijne w parafii, na uczelni, w lokalnej społeczności („pustynia”).

Co pociąga młodych ludzi? Wielka sprawa! Od stuleci ideolodzy podsuwają kolejnym młodzieńczym entuzjastom fałszywe tropy. Jakie dzisiaj? Bunt miejski, radykalny ekologizm, alteglobalizm? Nie śledzę subkulturowych mód od lat. Od zawsze chrześcijaństwo stara się pociągnąć kolejne pokolenie do swojej wielkiej sprawy głoszenia Chrystusa: ewangelizacji, misji. Czasem udaje mu się to lepiej, czasem zapędzi się w jakieś ślepe uliczki. Miłość natchnionego Ewangelią wychowawcy potrafi znaleźć wspólnotę z dziecięcą i młodzieżową otwartością na szczerą przyjaźń i prawdziwą przygodę. Oto atrakcyjność wychowawczego Ruchu Światło-Życie w pigułce. O kontraście do siły przekonywania szkoły (nawet tej z lekcją religii) nie muszę chyba mówić.

Jeszcze ta prawdziwie Chrystusowa tonacja bezinteresowności i ofiarności. Tu nikt nie oblicza pensum i nie powołuje się na Kartę Nauczyciela. Tu wszyscy wychowawcy i wychowankowie są wezwani do abstynencji, młodzież do skromności w stroju, rodziny do odrzucenia antykoncepcji.

Ruch Światło-Życie służy wielkiej sprawie pomagając kolejnym pokoleniom okrywać powołania (także do kapłaństwa i życia konsekrowanego). Przez pustynię współczesnej (anty)kultury prowadzi tysiące rodzin katolickich w Polsce i na emigracji. Nie uchyla się od aktualnych wyzwań. Normalne życie rodzinne jest możliwe, to droga chrześcijaństwa w przyszłość – piszą do pp Franciszka oazowicze z Domowego Kościoła (przeczytaj).

Ta droga wychowania ma dorobek. Warto mu się dobrze przyjrzeć, w czym coraz mocniej pomaga od strony intelektualnej m.in.  Instytut im. ks. Franciszka Blachnickiego. Ten kierunek wychowawczy nie powiedziała też ostatniego słowa. Liczę, ze dojdzie do głosu w Polsce, której pierwszym obywatelem od niedawna jest harcerz.

Wpis ten dedykuję szczególnie księdzu Tadeuszowi, który za wierność wizji Kościoła Żywego w ostatnich tygodniach płaci niemałą cenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz