piątek, 30 października 2015

Dyrektor szkoły – klasyfikacja gatunkowa

Przez ostatnie osiem lat recenzowałem pomysły i działania kolejnych ministrów ds. oświaty. To pierwszy krok, by przyjrzeć się się polityce edukacyjnej.

Było to zadanie nietrudne i niewdzięczne. Nietrudne – bo niski lot kolejnych lokatorów gabinetu na Szucha nie zmuszał do polemizowania z subtelnymi intelektualnie koncepcjami. Niewdzięczne – bo sprowadzało się coraz bardziej do katalogowania absurdów i konkretnych szkód, które generowane było w MEN. A żadna to radość być kronikarzem upadku tak ważnej dziedziny życia polskiego.

Dziś ciekawość intelektualna popycha mnie gdzie indziej. Z najwyższego szczebla polityki edukacyjnej proponuję Drogiemu Czytelnikowi przenieść się na najniższy. Pożegnawszy ministrów edukacji (przywitać nowego odpowiednim wpisem oczywiście nie omieszkam) wyjdźmy na spotkanie dyrektora szkoły. Zapewne w jego gabinecie spotkamy cienie i blaski polityki na miarę gminy czy powiatu. Ale jego biurko, komputer i głowę wypełniają sprawy inne, sprawy zarządzania konkretną instytucją oświatową.

Wraz z hipotetycznym dyrektorem spróbuję poszukać inspiracji tam, gdzie sam już ścieżkę wydeptałem: u klasyka etyki wychowawczej oraz w poglądach na społeczne relacje zakorzenionych w staropolszczyźnie. „Wsadzimy nos” także do współczesnych teorii zarządzania czy dobrych praktyk, których nie brakuje w polskiej oświacie w Roku Pańskim 2015.

Jak bardzo niesympatycznie brzmiałoby to w uszach humanistów dla opisu zarządzania szkołą wygodnie jest wyróżnić w nim różnorodne procesy. Wśród nich są takie, które w bardzo znaczący sposób różnią się od dynamiki właściwej innym instytucjom oraz takie, które posiadają liczne podobieństwa z tym, co dokonuje się w innych organizacjach.

Do jakiego rodzaju należy szkolny "dyr", a jaka jest jego differentia specifica? –  fot. Thomas Lefebvre
 
Trudno nauczanie – np. odbywające się w szkole zawodowej kształcenie przyszłej inteligencji technicznej – sprowadzić do procesów spotykanych w innej firmie (nawet firmie szkoleniowej). Nie sposób też udawać, że wsparcie wychowawcze, którego szkoła udziela uczniowi (a zarazem jego rodzinie) da się opisać analogicznie jak procesy związane z rozmaitymi usługami. Wreszcie grono pedagogiczne to także absolutnie wyróżniający się „personel firmy”, kształtujący się i doskonalący specyficznie.

Z drugiej strony szkołę jako instytucję w środowisku lokalnym można opisać poprzez podobieństwa do dwóch niepodobnych rzeczy: organizacji pozarządowych i instytucji publicznych. Przyglądając się przykładowemu technikum będę oczywiście (dlaczego oczywiście? Warto poczytać poprzednie posty) kładł akcent na pochwałę tego co oddolne, samorzutne, co jest wspólnotą i samo-rządzeniem się.

Bez uprzedzeń trzeba także spojrzeć na dorobek współczesnej nauki o zarządzaniu. To świat daleki i nieprzyjazny dla większości bywalców pokoju nauczycielskiego. Jestem jednak gotów przekonywać, że gdy będziemy pielęgnować zrozumienie i realizację właściwego celu szkoły – odrobina sznytu korporacyjnego wyjść może na zdrowie.

Nie ma sensu nawet dyskutować o jakichś nadzwyczajnych regułach kierowania stroną materialną szkoły. Zarządzanie nieruchomościami, inwestycje, remonty, doposażanie – tu nie można się tłumaczyć misją, to trzeba zrobić według standardów XXI wieku. Dobrzy dyrektorzy to wiedzą, zaciskają swoje nauczycielskie zęby i dają radę!

Taki oto spis treści stanowi dzisiejszy post. Przeczuwam, że jednym z głównych wniosków z umysłowych wędrówek będzie świeże i ostre ujrzenie wspólnoty mistrzów i uczniów osadzonych w racjonalnie urządzonym gnieździe-instytucji. Nie będę udawał, że rozwinięcie wywodu jest gotowe. Ale poletko w umyśle już wykiełkowało, i mimo zimy liczę na owocowanie. Blogowy „poczęstunek” jak dotychczas – co dwa tygodnie.

piątek, 16 października 2015

Drożdżówki, „Kordian” i oświatowy renesans


Na lipcowej konferencji programowej PiS osoby ze ścisłego zaplecza politycznego partii omówiły zarys strategii dla oświaty. Jakie – realne przecież już i bliskie – szanse dla polskiej edukacji niesie ze sobą gabinet Beaty Szydło?

Wydaje się, że możemy liczyć na pełniejsze rozumienie nauczyciela i ucznia, na harmonię kształcenia i wychowywania. Eksperci PiS zapowiadają odrodzenie programowe szkoły i powrót do zdroworozsądkowych metod nauczania. Dobre perspektywy otwierają się przed przedszkolakami, w tym sześciolatkami, a także przed szkolnictwem zawodowym.

Nie fundujcie nam oświatowej rewolucji. Rozpocznijcie renesans narodowej kultury. Fot. KW PiS

Mocnym punktem wyjścia autorów programu jest trafna diagnoza istotnych problemów, zestawiona zwłaszcza lapidarnie przez S. Kłosowskiego. Widać, że nie zlekceważono szerokich społecznych odczuć (np. sprawa sześciolatków). Także krytyczne głosy narodowej elity, w tym środowiska akademickiego (np. krytyka „testowych” egzaminów), mają odzwierciedlenie w planach przygotowanych dla przyszłego rządu.

Mistrz i uczeń
 
Najważniejsze są oczywiście osoby: nauczyciela i ucznia. PiS (zwłaszcza ustami Witek) zapowiada podniesienie moralnej i społecznej rangi pedagogicznego zawodu, tak aby nauczyciel na nowo był dla wychowanka mistrzem. Jego autorytet ma górować zarówno nad prowadzonym przez niego uczniem, jak i nad techniczną stroną systemu oświaty. Bardzo dobrym, realnym krokiem w tę stronę jest propozycja powiązania nauczycielskiego awansu zawodowego z realnym rozwojem intelektualnym – uzyskaniem stopnia doktora z zakresu nauczanego przedmiotu lub pedagogiki.

W wizji absolwenta pobrzmiewa nieco nadmiernie aspekt „kolektywistyczny”, ale trudno ostatecznie się z nią nie zgodzić. Szkoły mają opuszczać „ludzie światli i samodzielnie myślący, wiążący własną pomyślność z rozwojem ekonomicznym swojej ojczyzny, aktywni jako obywatele i członkowie wspólnot lokalnych”.

Odrodzenie programowe

Najpilniejszą zmianą jest odrodzenie programowe szkoły. Prof. A. Waśko zapowiada Narodowy Program Nauczania (wprost program, a nie podstawa programowa?) – „dostosowany do potrzeb obraz dorobku naszej cywilizacji i kultury złożony ze treści najważniejszych”. Dobrze, że już wkrótce wpływowe osoby rozumieją przebieg nauczania poszczególnych przedmiotów jak zapoznawanie uczniów z całościowymi paradygmatami dziedzin wiedzy. Zapowiadają też odejście od utopijnej wizji uczenia „problemowego” (we fragmentach) młodych nie posiadających elementarnej wiedzy z danej dziedziny.

Eksperci PiS podkreślają rolę wychowawczą (a moje środowisko podkreśla od zawsze – rolę kształcącą!) nauczania historii i zapoznawania z kanonem literatury. Arcydzieła znów mają być czytane w całości. Jeśli oświatowym „sukcesem” PO jest przywróceniem do szkół drożdżówek, a „sukcesem” PiS będzie przywrócenie „Kordniana” – trudno o bardziej imponujący kontrast. Przy takiej zmianie programowej zamiar wyzwalania z „pedagogiki wstydu” brzmi poważnie. Pochwalić należy także świadomość, że tak kluczowe zmiany będą wymagały działań rozważnych, stopniowych.

Mądrość znów w cenie?

Mając poważny przekaz należy zmienić metodologię działania. Oczekuję więc niecierpliwie na zapowiadane przez prof. Waśko odejście od profilowania kształcenia ogólnego (które jest już takie tylko z nazwy; tak jak mamy licea z nazwy już tylko ogólnokształcące), które funkcjonuje od drugiej klasy szkół ponadgimnazjalnych. Ekonomistyczna (ideologiczna i ideologizująca!) motywacja takiego ukształtowania oświaty niech stanie się niechlubną przeszłością. Eksperci mają świadomość, że nie można uczyć w pierwszej kolejności pod kątem użyteczności wiedzy, że ważna jest sprawność w przeprowadzaniu rozumowań, powiązanie dziedzin wiedzy. Takie efekty można osiągnąć ucząc całościowo i systematycznie, nie rezygnując z porządkowania i zapamiętywania wiedzy.

Kształcenie pamięci, czy posiadanie utrwalonej wiedzy nie jest niczym nagannym – twierdzą uczestnicy konferencji programowej. A to przecież herezja w czasach, gdy pedagogika angażuje większość swoich sił w walkę z „nudą” (czyli m.in. z wysiłkiem woli i rozumu); w nie kończące się „aktywizowanie” i tak chorobliwie pobudzonych uczniów; w poszerzanie zastosowań technologii komunikacyjno-informacyjnej, przy pomocy której młodzi i tak w każdej wolnej chwili zabijają swoją wyobraźnię i koncentrację.

Odrzucając utylitarną wizję kształcenia eksperci PiS postępują konsekwentnie i odcinają się od form testowych w egzaminowaniu. Mamy bowiem przygotować wolnych ludzi, zdolnych do życia w wolnym narodzie i suwerennym państwie, a nie współczesnych „niewolników” sprawnie wchodzących na przemian w rolę trybiku w produkcji i uczestnika konsumpcji masowej papki. Stąd akcent na opisowe formy egzaminowania sprawdzające wiedzę, umiejętność logicznego myślenia, zdolność do działań twórczych.

Kolejna zapowiedź PiS-u to ściślejsze powiązanie szkolnictwa średniego ze szkolnictwem wyższym poprzez takie elementy jak: matura akademicka, programy nauczania, podręczniki czy kształcenie nauczycieli. Spoiwem ma szansę stać się nie tylko rekrutacyjny marketing, ale szersze uznanie dla powagi świata akademickiego w systemie oświatowym.

Polscy fachowcy dla polskiego przemysłu

Krytykę niewolniczego charakteru obecnego modelu edukacji należy także odnieść do kształcenia zawodowego. Jego praktyczne ukierunkowanie nie może oznaczać rezygnacji ani z rzetelnej wiedzy, ani ze sprawności w rozumowaniu, ani z motywowania do twórczych, innowacyjnych działań. Bardziej wiarygodnie w ustach ekspertów PiS niż w wypowiedziach drożdżówkowej negocjatorki, brzmią zapowiedzi powiązania szkolnictwa zawodowego z gospodarką polską i polskim rozwojem. Dopiero wtedy realną perspektywą stanie się kształcenie dualne (w szkole i u pracodawcy) czy jego modułowa formuła. Mantra powtarzana przez ostatnich ministrów: dostosowanie oferty szkolnictwa do potrzeb rynku pracy – może zyskać na realizmie, gdy... ten rynek odżyje.

Normalność nie tylko dla sześciolatków

Zgodnie obiecują wreszcie eksperci z drużyny Beaty Szydło uporządkowanie spraw, które PO zabagniło najbardziej. Możemy więc liczyć na normalizację w funkcjonowaniu przedszkoli. Nie będzie już piętnowana w nich nauka czytania i pisania, wrócą do łask podręczniki i zajęcia dodatkowe (politycy Platformy wtykali w to wszystko nos tropiąc „nierówności”). W szczególności zerówki zostaną dowartościowane jako miejsca edukacji. Przesądzone jest zniesienie obowiązku szkolnego sześciolatków.

W programie PiS pada obietnica o pierwszorzędnym znaczeniu: nauczyciele odzyskają narzędzia przywracające dyscyplinę w szkolnych murach (z dużą ciekawością czekam na szczegóły). Na pewno nie zaszkodzi sprawie obiecywany wzrost płacowego dodatku nauczycielskiego za pełnienie obowiązków wychowawcy klasy.

PiS chce też zlikwidować inną fikcję. Rząd PO wpisał do rozporządzeń, że każda szkoła realizować ma szczególną pomoc psychologiczno-pedagogiczną dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Oczywiście placówki realizujące masową edukację nie mają potrzebnego na to czasu i odpowiednich specjalistów. A przecież system oświaty ma ich w poradniach psychologiczno-pedagogicznych i w szkolnictwie specjalnym. Do ogólnodostępnych szkół wrócić ma  natomiast dentystka i pielęgniarka. Od tak dawna się o tym mówi, niech wreszcie ktoś to zrobi!

Nie żałowałem krytyki stronie finansowo-organizacyjnej oświatowego programu PiS. Trzeba jednak zauważyć te stwierdzenia, które budzą uznanie. Pada obietnica wzmocnienia finansowego samorządów – gospodarzy szkół, które znalazły się w krytycznej sytuacji ekonomicznej. Środki pozyskane ze sprzedaży budynków oświatowe, które przestały służyć edukacji mają zasilić Narodowy Fundusz Oświaty. Pada wreszcie ważna deklaracja, że swoją misję będą mogły spokojnie kontynuować szkoły specjalne. Oby stało się standardem, że nie neguje się polskiego dorobku pedagogicznego za pierwszym powiewem zagranicznych mód edukacyjnych.

***

Program edukacyjny PiS ma wady (pisałem poprzednio o elementach populizmu i centralizmie)  i zalety. O jego kluczowym pozytywie jeszcze nie napisałem. „Wielka zmiana w polskiej oświacie” zapowiadana przez drużynę Beaty Szydło jest jedynym poważnym programem przedłożonym w Polce AD 2015 do dyskusji. Nie jest nim platformiany PR, nie jest nim także rewindykacyjno-lewacki zestaw postulatów ZNP. Nie są nim tym bardziej pojedyncze hasła rzucane przez innych uczestników politycznej debaty. Oby realizatorzy tej szkolnej wielkiej zmiany sami okazali się wielcy. Nie fundujcie nam kolejnej oświatowej rewolucji. Raczej rozpocznijcie renesans narodowej kultury.

czwartek, 8 października 2015

Samorządna codzienność...

...czyli raporcik ze świdnickiej Rady Miasta

Dzisiejszy wpis ma inny niż zwykle charakter. Za kilka tygodni upłynie rok obecnej kadencji samorządu, także w moim mieście Świdniku. Wraz z siedemnastoma kolegami z Klubu Rodzina i Prawo działamy w dwudziestojednoosobowej Radzie Miasta. Co zrobiliśmy? O co toczą się zmagania? Z perspektywy jesiennego Brzózki wygląda to następująco...

Fot. Rula Sibai
Świdnik!

Przez większość tego roku i do dziś dnia elektryzuje nas temat przetargu na śmigłowiec dla armii. To oczywiście skandal rangi narodowej. Musi się rozstrzygnąć na szczeblu krajowym. Pozytywnie dla przemysłu w Polsce, pozytywnie dla Świdnika!

Jako rada podejmowaliśmy stanowiska i debaty, była manifestacja, jest wspierana przez nas inicjatywa ustawodawcza ws. wzmocnienia przemysłowego potencjału obronnego.

Tematem, który naprawdę rozgrzewa dyskutantów w Radzie jest los obiektów sportowych na ul. Fabrycznej. Tak jak mieszkańcy jesteśmy zniecierpliwieni.

Gorące dyskusje odbywają się niemal przy każdym naszym spotkaniu. Nie tylko na Radzie, także na komisjach czy w Klubie. Jeszcze poczekać chwilę na fundusze unijne czy sięgnąć po kredyt i natychmiast przystąpić do realizacji?

Zdania są różne, ale wciąż jeszcze dajemy posłuch ratuszowym fachowcom od finansowych montaży. Już dziś prawie pewne, że wkrótce zacznie się budowa krytych kortów tenisowych. Bez względu na dylematy finansowe dotyczące całej inwestycji.

Nie będę udawał, że jestem ekspertem w kwestiach sportu. Ale będę stanowczo wspierał przyśpieszenie w tej sprawie.

Białą plamą w świdnickiej debacie publicznej jest sytuacja powiatu: jak służy dziś Świdnikowi? Ja na ponadgminny samorząd wpływam... uczciwie dla niego pracując w Starostwie. Liczę, że koledzy radni, którzy nie są podejrzani o konflikt interesu, podejmą szerzej ten ciekawy wątek...

Rodziny! 

W pierwszych miesiącach 2015 roku moje najbliższe środowisko – Stowarzyszenie Realitas.pl – przeprowadziło III Powiatowy Konkurs z okazji Narodowego Dnia Życia. Tegoroczne hasło: Cud narodzin!

300 młodych ludzi, którzy wysłuchali prelekcji. 300 fejsbukowych lajków „Świdnika dla Życia”. 130 fantastycznych prac dzieci i młodzieży. Dziesiątki zaangażowanych nauczycieli. Bogate nagrody, upominek dla każdego, dyplomy. Radość, entuzjazm dla życia, zachwyt rodziną, przesłanie Jana Pawła II!

Ten konkurs był zagrożony. Uratowaliśmy go. Bardzo pomógł burmistrz, tego współpracownicy. Przyjęło nas z otwartością Gimnazjum nr 1. Dziękujemy!

Rodziny nie żyją tylko miłością. Choć są „rezerwatami” miłości w zwariowanym świecie. Dlatego upomniałem się o prorodzinny system opłat za wywóz śmieci. Skoro jest możliwy za miedzą w Lublinie... Ratusz podobno już przed moją zachętą pracował nad tematem. Świetnie. Czekamy na efekty!

Nauczyciele!


Minister edukacji ogłosiła rok czytelnictwa. Ale zaczęła szybko kompromitować temat. Okazało się, że szkolnym bibliotekom potrzebne książki o wegetarianizmie i parę innych głupstw. Tak zamanipulowano internetowy sondaż na początku roku.

W marcu postanowiłem zareagować (wraz z Narodowym Świdnikiem, Strzelcem i Wspólnotą Świdnicką). Włączyliśmy się w starania krakowskiej fundacji zabiegającej o wpisanie do kanonu lektur „Raportu” z Auschwitz Witolda Pileckiego.

Kluzik-Rostkowskiej nie przekonaliśmy. Ale burmistrz stanął na wysokości zadania. W gimnazjalnych i licealnej bibliotece dokument pióra rotmistrza Pileckiego, a także wspomnienia „I boję się snów” z Ravensbruck Wandy Półtawskiej mają być łatwo dostępne.

Oświatowe tematy roztrząsam oczywiście przy każdej okazji. To często szczegółowe dyskusje finansowe, pozwalających się zapoznać z sytuacją i pracownikami ratusza, którzy ją tworzą. Rozważania o poziomie finansowania edukacji, płacach w oświacie czy wieku emerytalnym ostatecznie kierują nasz zaniepokojony wzrok na władzę centralną.

Najnowszy temat to doskonalenie zawodowe nauczycieli. Rząd zmienia reguły. Zleca ten temat poradniom psychologiczno-pedagogicznym nie dając pieniędzy. Nauczyciele nie będą się już rozwijać według dotychczasowych reguł finansowych. Czy stracą? O to właśnie pytałem ostatnio miejskich urzędników, którzy chyba się jeszcze sami nie orientują...

Stowarzyszenia  i fundacje!

Od początku poważnie traktuję organizacje pozarządowe. W interpelacji upomniałem się o udogodnienia dla rowerzystów na Dniach Świdnika. Prosił mnie o to Świdnik dla Rowerów. W innym piśmie do ratusza pytałem o dostęp do lokali dla organizacji pozarządowych. Ten postulat Stowarzyszenia „Modrzew” pozostaje wciąż aktualny.

Atakowana normalność! Prześladowani chrześcijanie!

Nie będę wchodził w szczegóły, ale już w styczniu zachęciłem kolegów radych do akcji. Zwróciliśmy się do Sejmu. Chcieliśmy powstrzymać konstruowanie narzędzi administracyjnych dla promocji w szkołach ideologii gender. Sam niepokojący przepis przyjęto, ale społeczny sprzeciw wokół manipulacji płcią narastał m.in. z naszym udziałem. Na szczęście gorszyciele chyba się trochę cofnęli.

Zanim wybuchł kryzys imigracyjny w Europie Świdnik odniósł się do tematu. Potwierdziliśmy tradycję otwartości. Podjęliśmy uchwałę (napisałem ją z Andrzejem Mańką pod koniec maja) wyrażającą troskę o prześladowanych syryjskich chrześcijan.

Jednocześnie pokazaliśmy to, czego nie rozumie rząd, czego nie rozumie Unia. W okazywaniu miłości miłosiernej też trzeba zachować porządek (ordo caritatis). On nakazuje pomóc tym, którzy mają powody na nas liczyć szczególnie; pomóc tym, którym najbardziej możemy pomóc. Stąd troska właśnie o naszych braci w wierze – wyznawców Chrystusa, którzy są prześladowani.

Świdnicka „dziewiątka”!


– al. Lotników Polskich 28, Bankowa, Kilińskiego, Skłodowskiej, Niepodległości nieparzyste 1-13, Spółdzielcza, Wyspiańskiego 13-25, Środkowa

Nie tylko moje, ale i innych radnych, zainteresowanie budziła kwestia budowy ul. Środkowej i Kilińskiego. Z początku burmistrz zapowiadał początek inwestycji wraz z nadejściem wiosny.

Czas mijał i na progu lata okazało się, że sąsiadujący z ulicami skwerek może się zamienić w jeden duży parking. Mieszkańcy solidarnie zgłosili sprzeciw. Towarzyszyłem im w tych zmaganiach. Miejsce rekreacji i zielony „oddech” dla miasta uznali za ważniejsze od „swobody” dla samochodów.

Na tym terenie zaplanowano więc tylko niewielki parking i inwestycja wkroczyła w fazę realizacji. Przy okazji wypracowano też „postojowe” udogodnienie dla rodziców przedszkolaków z „szóstki”. Dopiero wtedy sąsiadujące z terenem starostwo i hotel zgłosili (nieskuteczne) weto.

Parkingi w centrum (zwłaszcza te, z których trzeba przejść kilkadziesiąt metrów, aby dojść do różnych instytucji) nie są w pełni wykorzystane. Jak to mówi prezydent Duda: zrównoważony rozwój to przyszłość Polski (i nadzieja dla mieszkańców centrum Świdnika).

Drugi temat ważny dla naszego zakątka miasta to brak normalnego nocnego spokoju, którego doświadczają mieszkańców bloków Bankowej 6 i Środkowej 14. Trzy sąsiadujące lokale gastronomiczne „wypuszczają” w środku miasta persony, które zakłócają ciszę nocną, dopuszczają się aktów wandalizmu i agresji słownej. Rozmowa z burmistrzem, interwencja na policji, w straży miejskiej i w komisji rozwiązywania problemów alkoholowych... Na efekty czekamy niecierpliwie.

Niezależność i samorządność!


Kończący się rok pracy dla Lotniczego Miasta. Potwierdził on, że Rada Miasta przy wybranym przez mieszkańców burmistrzu ma ograniczoną rolę do odegrania.

Umiarkowanie intensywna jest też  aktywność mieszkańców. Ludzi pochłaniają codzienne troski. Trapi ich obawa o utratę minimalnych często warunków do życia własnego czy rodziny (praca, przychylność wpływowych osób). To blokuje społeczną aktywność, nawet otwartą dyskusję o problemach.

Pokolenie moich rodziców upominało się o wolność i niepodległość pod znakiem „Solidarności”. W 1980 roku zaszyfrowali w znanym skrócie NSZZ dwie niezwykle ważne sprawy: niezależność i samorządność. W życiu codziennym są tak potrzebne jak świeże powietrze. Dziś muszą one odzyskać znaczenie i siłę. Będę o to zabiegał.

Decyzją kolegów radnych nie ponoszę odpowiedzialności za żadne gremium w radzie. Podjąłem się pracy szeregowego członka komisji oświaty i komisji budżetu. Nie mogę pochwalić się, że zasadniczo zmieniłem bieg świdnickich spraw na lepsze. Tym bardziej pozostaję jednak do dyspozycji świdniczan na przyszłość. Nie tylko w wirtualnej, blogowej przestrzeni.

czwartek, 1 października 2015

Szkolne plany „państwowców”

W pierwszej części analizy oświatowego programu PiS wytknąłem jego autorom propozycje populistyczne. Oferta drużyny Beaty Szydło cechuje się jednak nie tylko przedwyborczym obiecywaniem. Dobrze ilustruje również pisowski sposób myślenia o organizacji życia społecznego. Reprezentanci tej partii chętnie definiują się jako „państwowcy”. Podchodzą do instytucji państwa z powagą, ale też przeceniają jej rolę w życiu człowieka i narodu. Może ich centralizm będzie dobrą terapią wstrząsową dla polskiej edukacji? Nie ma co grzebać nadziei, zwłaszcza, że niemało w programie PiS zdrowego rozsądku, realistycznego myślenia o młodym pokoleniu i pedagogach, tonu patriotycznego.

Oderwijmy się na chwilę od kampanii i spójrzmy z lotu ptaka na Europę. Aborcja, eutanazja, homoseksualizm, rola religii, gender, edukacja seksualna w szkole – w spory o te sprawy angażują się państwa zdegenerowanego Zachodu. Wystarczyłoby jednak wrócić do korzeni: zdrowego rozumu i chrześcijaństwa – a sprawy natychmiast załatwione. Wokół państwa (jego spraw wewnętrznych) w naszej cywilizacji warto natomiast zawsze toczyć debatę: autonomia czy centralizm? PiS lokuje się na tym drugim biegunie, także w stosunku do oświaty.

Centralny nadzór nad oświatą

PiS chce dać rządowi silne instrumenty polityki oświatowej (której moim zdaniem powinno być jak najmniej. Oświata to sprawa społeczna, nie polityczna i państwowa). Wykonawcami jego wizji będą minister i kuratorzy. Ci ostatni mają mieć władzę wydawania wiążących poleceń samorządom i wiążących opinii w stosunku do ich kluczowych decyzji. Oznacza to, że urzędnik rządowy, nie martwiąc się w najmniejszym stopniu o budżet danej gminy czy powiatu, będzie w rozstrzygający sposób opiniował kształt organizacyjny pojedynczych szkół i całych ich sieci. Rządowych dążeń dopilnuje w każdym z ponad 300 powiatów kuratoryjny inspektor. Program PiS mocno podkreśla integracyjną rolę oświaty dla życia narodowego. To moim zdaniem pierwsze i jedyne zadanie państwa w oświacie, które definiowałbym raczej negatywnie: nie dopuścić do antycywilizacyjnych i antypolskich działań w szkołach (jakich jak np. propagowanie ideologii gender albo antypolskich haseł na Śląsku).

PiS chce dać rządowi silne instrumenty polityki oświatowej. Fot. Patrik Göthe


Reforma? Apeluję o kontrrewolucję!


Oświatowi politycy opozycji planują oczywiście to, przed czym od zawsze przestrzegam: wielką reformę strukturalną, która ma udoskonalić system edukacji. Ta jednolita struktura to powrót do oswojonego przez starsze, peerelowskie pokolenie schematu kształcenia (wzmiankę o liceach zawodowych pomijam jako absurdalną w świetle niedawnej historii liceów profilowanych). Widać, że refleksja PiS-owskich strategów nie wykracza poza reformę jędrzejewiczowską. Apeluję wprost, gdy nie jest jeszcze za późno: Sięgnijcie po wzorce ze skarbca cywilizacji łacińskiej. Nie zamykajcie oczu na starożytną paideję, dorobek średniowiecznych uniwersytetów i na to, co w polskim szkolnictwie było chwalebnym udziałem w tamtych szczytowych osiągnięciach intelektualnych naszej kultury (rozumienie człowieka i jego kultury właśnie!), że przytoczę tylko gimnazja klasyczne i edukację domową w polskich dworach.

Państwowe programowanie

Po wszystkich sporach o jedynie słuszny podręcznik Kluzik-Rostkowskiej eksperci Beaty Szydło nie zawahali się planować większego wpływu państwa na programy szkolne. Zapowiadają nawet jednolity program edukacyjny dla przedszkoli. Ciekawostką jest też zamiar kontraktowania praktyk zawodowych dla uczniów przez kuratoria (chyba po wybudowaniu w najbliższej czterolatce nowych fabryk?). Upaństwowiony ma być też systemu doradztwa metodycznego i doskonalenia zawodowego nauczycieli (dotychczas samorządowy, niedofinansowany i pozostawiający wiele do życzenia). Koroną tej silnej struktury ma być Narodowy (z nazwy, w rzeczywistości państwowy) Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników.

Miotła na układy czy bat na polskość?

Może ta niezbyt mi bliska formuła przyda się w krytycznym dla Polski momencie kulturalnej degeneracji? Życzę z całego serca drużynie Beaty Szydło, aby uruchomiwszy opisaną powyżej machinę skutecznie wymiotła z polskiej szkoły szeroko rozumiany postkomunizm. Żeby rozliczyła materialnie i moralnie ZNP. Żeby postawiła tamę wpływom ideowym i organizacyjnym (przez rozmaite fundacje i akcje) środowiska, które symbolizuje „Gazeta Wyborcza”. Żeby przy okazji pogoniła wiszących na tym „okrągłostołowym” układzie rozmaitych „przedsiębiorczych” cwaniaczków.

Jednak w imieniu stronnictwa (oj, bardzo słabego) autonomistów zadam też niepokojące pytanie. Co się stanie, gdy po krótszym lub dłuższym czasie tę machinę przekażecie ludziom pokroju Ewy Kopacz lub Janusza Palikota? Czy nie będzie doskonałym narzędziem do ateizacji polskiej szkoły, szybkiego zaprowadzenia seksedukacji albo lekcji z zakresu eutanazji? Okaże się wtedy, że Polacy są dużo bardziej bezbronni niż przy obecnym (fatalnym!) kształcie systemu oświaty, gdzie  rodzice poprzez pospolite ruszenie, poprzez swoje organizacje i samorząd terytorialny mogą reagować na ideologiczne zapędy polityków na poziomie centralnym.

Ostatnia porcja propozycji programowych, która została do omówienia budzi ufność, że wkrótce zaczną się dobre porządki w polskiej szkole. Po wyborze Andrzeja Dudy pisałem o nadziejach dla oświaty, w następnym wpisie omówię już bardzo realne, bliskie szanse, które niesie ze sobą gabinet Beaty Szydło.