piątek, 16 października 2015

Drożdżówki, „Kordian” i oświatowy renesans


Na lipcowej konferencji programowej PiS osoby ze ścisłego zaplecza politycznego partii omówiły zarys strategii dla oświaty. Jakie – realne przecież już i bliskie – szanse dla polskiej edukacji niesie ze sobą gabinet Beaty Szydło?

Wydaje się, że możemy liczyć na pełniejsze rozumienie nauczyciela i ucznia, na harmonię kształcenia i wychowywania. Eksperci PiS zapowiadają odrodzenie programowe szkoły i powrót do zdroworozsądkowych metod nauczania. Dobre perspektywy otwierają się przed przedszkolakami, w tym sześciolatkami, a także przed szkolnictwem zawodowym.

Nie fundujcie nam oświatowej rewolucji. Rozpocznijcie renesans narodowej kultury. Fot. KW PiS

Mocnym punktem wyjścia autorów programu jest trafna diagnoza istotnych problemów, zestawiona zwłaszcza lapidarnie przez S. Kłosowskiego. Widać, że nie zlekceważono szerokich społecznych odczuć (np. sprawa sześciolatków). Także krytyczne głosy narodowej elity, w tym środowiska akademickiego (np. krytyka „testowych” egzaminów), mają odzwierciedlenie w planach przygotowanych dla przyszłego rządu.

Mistrz i uczeń
 
Najważniejsze są oczywiście osoby: nauczyciela i ucznia. PiS (zwłaszcza ustami Witek) zapowiada podniesienie moralnej i społecznej rangi pedagogicznego zawodu, tak aby nauczyciel na nowo był dla wychowanka mistrzem. Jego autorytet ma górować zarówno nad prowadzonym przez niego uczniem, jak i nad techniczną stroną systemu oświaty. Bardzo dobrym, realnym krokiem w tę stronę jest propozycja powiązania nauczycielskiego awansu zawodowego z realnym rozwojem intelektualnym – uzyskaniem stopnia doktora z zakresu nauczanego przedmiotu lub pedagogiki.

W wizji absolwenta pobrzmiewa nieco nadmiernie aspekt „kolektywistyczny”, ale trudno ostatecznie się z nią nie zgodzić. Szkoły mają opuszczać „ludzie światli i samodzielnie myślący, wiążący własną pomyślność z rozwojem ekonomicznym swojej ojczyzny, aktywni jako obywatele i członkowie wspólnot lokalnych”.

Odrodzenie programowe

Najpilniejszą zmianą jest odrodzenie programowe szkoły. Prof. A. Waśko zapowiada Narodowy Program Nauczania (wprost program, a nie podstawa programowa?) – „dostosowany do potrzeb obraz dorobku naszej cywilizacji i kultury złożony ze treści najważniejszych”. Dobrze, że już wkrótce wpływowe osoby rozumieją przebieg nauczania poszczególnych przedmiotów jak zapoznawanie uczniów z całościowymi paradygmatami dziedzin wiedzy. Zapowiadają też odejście od utopijnej wizji uczenia „problemowego” (we fragmentach) młodych nie posiadających elementarnej wiedzy z danej dziedziny.

Eksperci PiS podkreślają rolę wychowawczą (a moje środowisko podkreśla od zawsze – rolę kształcącą!) nauczania historii i zapoznawania z kanonem literatury. Arcydzieła znów mają być czytane w całości. Jeśli oświatowym „sukcesem” PO jest przywróceniem do szkół drożdżówek, a „sukcesem” PiS będzie przywrócenie „Kordniana” – trudno o bardziej imponujący kontrast. Przy takiej zmianie programowej zamiar wyzwalania z „pedagogiki wstydu” brzmi poważnie. Pochwalić należy także świadomość, że tak kluczowe zmiany będą wymagały działań rozważnych, stopniowych.

Mądrość znów w cenie?

Mając poważny przekaz należy zmienić metodologię działania. Oczekuję więc niecierpliwie na zapowiadane przez prof. Waśko odejście od profilowania kształcenia ogólnego (które jest już takie tylko z nazwy; tak jak mamy licea z nazwy już tylko ogólnokształcące), które funkcjonuje od drugiej klasy szkół ponadgimnazjalnych. Ekonomistyczna (ideologiczna i ideologizująca!) motywacja takiego ukształtowania oświaty niech stanie się niechlubną przeszłością. Eksperci mają świadomość, że nie można uczyć w pierwszej kolejności pod kątem użyteczności wiedzy, że ważna jest sprawność w przeprowadzaniu rozumowań, powiązanie dziedzin wiedzy. Takie efekty można osiągnąć ucząc całościowo i systematycznie, nie rezygnując z porządkowania i zapamiętywania wiedzy.

Kształcenie pamięci, czy posiadanie utrwalonej wiedzy nie jest niczym nagannym – twierdzą uczestnicy konferencji programowej. A to przecież herezja w czasach, gdy pedagogika angażuje większość swoich sił w walkę z „nudą” (czyli m.in. z wysiłkiem woli i rozumu); w nie kończące się „aktywizowanie” i tak chorobliwie pobudzonych uczniów; w poszerzanie zastosowań technologii komunikacyjno-informacyjnej, przy pomocy której młodzi i tak w każdej wolnej chwili zabijają swoją wyobraźnię i koncentrację.

Odrzucając utylitarną wizję kształcenia eksperci PiS postępują konsekwentnie i odcinają się od form testowych w egzaminowaniu. Mamy bowiem przygotować wolnych ludzi, zdolnych do życia w wolnym narodzie i suwerennym państwie, a nie współczesnych „niewolników” sprawnie wchodzących na przemian w rolę trybiku w produkcji i uczestnika konsumpcji masowej papki. Stąd akcent na opisowe formy egzaminowania sprawdzające wiedzę, umiejętność logicznego myślenia, zdolność do działań twórczych.

Kolejna zapowiedź PiS-u to ściślejsze powiązanie szkolnictwa średniego ze szkolnictwem wyższym poprzez takie elementy jak: matura akademicka, programy nauczania, podręczniki czy kształcenie nauczycieli. Spoiwem ma szansę stać się nie tylko rekrutacyjny marketing, ale szersze uznanie dla powagi świata akademickiego w systemie oświatowym.

Polscy fachowcy dla polskiego przemysłu

Krytykę niewolniczego charakteru obecnego modelu edukacji należy także odnieść do kształcenia zawodowego. Jego praktyczne ukierunkowanie nie może oznaczać rezygnacji ani z rzetelnej wiedzy, ani ze sprawności w rozumowaniu, ani z motywowania do twórczych, innowacyjnych działań. Bardziej wiarygodnie w ustach ekspertów PiS niż w wypowiedziach drożdżówkowej negocjatorki, brzmią zapowiedzi powiązania szkolnictwa zawodowego z gospodarką polską i polskim rozwojem. Dopiero wtedy realną perspektywą stanie się kształcenie dualne (w szkole i u pracodawcy) czy jego modułowa formuła. Mantra powtarzana przez ostatnich ministrów: dostosowanie oferty szkolnictwa do potrzeb rynku pracy – może zyskać na realizmie, gdy... ten rynek odżyje.

Normalność nie tylko dla sześciolatków

Zgodnie obiecują wreszcie eksperci z drużyny Beaty Szydło uporządkowanie spraw, które PO zabagniło najbardziej. Możemy więc liczyć na normalizację w funkcjonowaniu przedszkoli. Nie będzie już piętnowana w nich nauka czytania i pisania, wrócą do łask podręczniki i zajęcia dodatkowe (politycy Platformy wtykali w to wszystko nos tropiąc „nierówności”). W szczególności zerówki zostaną dowartościowane jako miejsca edukacji. Przesądzone jest zniesienie obowiązku szkolnego sześciolatków.

W programie PiS pada obietnica o pierwszorzędnym znaczeniu: nauczyciele odzyskają narzędzia przywracające dyscyplinę w szkolnych murach (z dużą ciekawością czekam na szczegóły). Na pewno nie zaszkodzi sprawie obiecywany wzrost płacowego dodatku nauczycielskiego za pełnienie obowiązków wychowawcy klasy.

PiS chce też zlikwidować inną fikcję. Rząd PO wpisał do rozporządzeń, że każda szkoła realizować ma szczególną pomoc psychologiczno-pedagogiczną dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Oczywiście placówki realizujące masową edukację nie mają potrzebnego na to czasu i odpowiednich specjalistów. A przecież system oświaty ma ich w poradniach psychologiczno-pedagogicznych i w szkolnictwie specjalnym. Do ogólnodostępnych szkół wrócić ma  natomiast dentystka i pielęgniarka. Od tak dawna się o tym mówi, niech wreszcie ktoś to zrobi!

Nie żałowałem krytyki stronie finansowo-organizacyjnej oświatowego programu PiS. Trzeba jednak zauważyć te stwierdzenia, które budzą uznanie. Pada obietnica wzmocnienia finansowego samorządów – gospodarzy szkół, które znalazły się w krytycznej sytuacji ekonomicznej. Środki pozyskane ze sprzedaży budynków oświatowe, które przestały służyć edukacji mają zasilić Narodowy Fundusz Oświaty. Pada wreszcie ważna deklaracja, że swoją misję będą mogły spokojnie kontynuować szkoły specjalne. Oby stało się standardem, że nie neguje się polskiego dorobku pedagogicznego za pierwszym powiewem zagranicznych mód edukacyjnych.

***

Program edukacyjny PiS ma wady (pisałem poprzednio o elementach populizmu i centralizmie)  i zalety. O jego kluczowym pozytywie jeszcze nie napisałem. „Wielka zmiana w polskiej oświacie” zapowiadana przez drużynę Beaty Szydło jest jedynym poważnym programem przedłożonym w Polce AD 2015 do dyskusji. Nie jest nim platformiany PR, nie jest nim także rewindykacyjno-lewacki zestaw postulatów ZNP. Nie są nim tym bardziej pojedyncze hasła rzucane przez innych uczestników politycznej debaty. Oby realizatorzy tej szkolnej wielkiej zmiany sami okazali się wielcy. Nie fundujcie nam kolejnej oświatowej rewolucji. Raczej rozpocznijcie renesans narodowej kultury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz