wtorek, 17 listopada 2015

MEN. Lekcja 1. Temat: Autorytet

Bardziej niż wszelkie zmiany struktur, a nawet programów edukacyjnych – potrzebne jest polskiej szkole odrodzenie autorytetu nauczyciela. Sprawie tej wiele może pomóc nowy minister edukacji. Pod jednym wszakże warunkiem: że sam będzie autorytetem.
Fot. Eliza Radzikowska-Białobrzewska/KPRP

Witając z nadzieją panią minister Annę Zalewską zerkam na jej postać właśnie pod tym kątem. Jej biografia wskazuje, że zna realia pracy w szkole. Dla uczącej języka polskiego i pełniącej rolę wicedyrektora szkoły osoby „lekcja”, „temat”, a także rada pedagogiczna i jej dokumenty, problemy wychowawcze, przygotowania do ważnych sprawdzianów, olimpiady czy prowadzenie koła zainteresowań – to chleb powszedni.

Były wicestarosta świdnicki zna także realia zarządzania oświatą w samorządzie. Hasła „rekrutacja do szkół w warunkach niżu demograficznego”, „subwencja powiatu”, itp. także powinny więc brzmieć znajomo. Najbardziej przydatne dla „technicznej” strony pracy w ministerstwie będzie na pewno doświadczenie z prac legislacyjnych w sejmowej komisji zajmującej się edukacją.

Czy to dobry fundament pod autorytet ministra? Oczekujemy od niego uzasadnionej i sprawdzonej przez życie wiedzy. Streszczone powyżej doświadczenie życiowe Anny Zalewskiej nie sytuuje jej na pewno w arcyelitarnym gronie ekspertów w zakresie edukacji. Także jej doświadczenie polityczne nie predestynuje jej w sposób oczywisty do pierwszoplanowych ról.

Nauczycielski punkt widzenia może, ale nie musi jej pomóc w sytuacji, gdy już nie może być koleżanką z rady pedagogicznej. Musi przecież spojrzeć na swoje nowe zadanie z perspektywy odpowiedzialności w skali kraju za wielkie dobro, któremu na imię „uczenie się” i „nauczanie”, ale także z perspektywy odpowiedzialności za skomplikowaną grę interesów, które kłębią się wokół polskiej szkoły.

Możemy zatem stwierdzić, że energiczna, radząca sobie w mediach parlamentarzystka musi dopiero zbudować swój autorytet w oczach nauczycieli, rodziców i uczniów. To, że nie rozpoczyna od naturalnego „urzędowego” autorytetu (który w Polsce niesie ze sobą choćby tytuł profesorski) nie znaczy, że nie może go wypracować w toku urzędowania.

Zadanie to niełatwe. Każda osoba podejmująca się kierowania MEN ma bowiem na stracie niechęć mediów, które są nie tylko antypisowskie, ale także antyautorytetowe.  Namaszczony przez Kaczyńskiego szef oświaty będzie też a priori wrogo postrzegany przez niemałą części środowiska edukacyjnego.

To, czy pani minister urośnie do roli autorytetu, zależy jak się wydaje od dwóch rzeczy. Pierwszą z nich są drzemiące w obejmującym urząd polityku PiS pokłady własnej osobowości: talenty i siła charakteru.

Drugim katalizatorem autorytetu będzie posiadana i realizowana w nowej roli formacja ideowa Anny Zalewskiej. Czy jej prawdziwym oblicze stanowią odważne wypowiedzi w tematyce bioetycznej wygłaszane w poprzedniej kadencji sejmu? Czy dobrze odgadujemy szlachetny nonkonformizm, gdy śmiało rozróżniania między kulturą a prowokacją i bluźnierstwem (casus „Golgota picnic”)? Czy więcej mówi o niej raczej dokonany przed laty akces do partii lewicowego salonu – Unii Wolności?

Stawiając szczere pytania życzę pani minister i Polsce, aby stała się na długie lata autorytetem. Aby niezłomnie świadczyła swoją postawą o znaczeniu rzetelnego wykształcenia i formowania charakteru. Aby potwierdziła to prawymi i sprawiedliwymi strategiami i prawami dla polskiej edukacji. Niech starczy jej w tym determinacji, nawet jeśli przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę z racji ataków ośrodków demoralizacji i tych, którzy dadzą im posłuch.

Być może przy deficycie autorytetu w edukacji na odsiecz polskiej szkole będą musiały ruszyć mistrzowskie postaci spoza budynku za Szucha. Poważnie pokierowana oświata może zapewne liczyć na protektorat pana prezydenta, indywidualny i zbiorowy autorytet powag naukowych czy tych wywodzących się ze świata twórców.

To konieczne, aby po rządach centroprawicy w Polsce nie powtórzył się wariant hiszpański. Tam zaniedbanie troski o ideowy kształt świata nauki i edukacji przygotowało grunt pod rządy jednego z czołowych niszczycieli cywilizacji europejskiej – José Zapatero. Hiszpański premier zubożył szkołę, rugując z niej religię. Nowe rządy w Polsce niech nie przeszkadzają (lekarskie primum non nocere!) rozwijać się pełnej kulturze. Niech zamkną drzwi za starymi i nowymi marksistami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz